poniedziałek, 24 czerwca 2013

"Idealne dziecko" - Part 3.



 


Bycie idolem, to wcale nie taka łatwa sprawa, ale Taemin wiedział o tym już na początku, dlatego nie wypadało mu teraz narzekać. Nawet jeśli znowu czuł się na wpółżywy i spał zaledwie po cztery godzinny dziennie, to nadal musiał zachować na twarzy ten promienny uśmiech, który z każdym dniem denerwował go coraz bardziej.
   - Wszystko w porządku, Taemin? – zapytała go jakaś drobna kobieta, która właśnie nakładała mu makijaż w celu zamaskowania zmęczenia, jakie już powoli zaczęło odbijać się na jego twarzy.
   Chłopak niechętnie się jej przyjrzał po czym odwrócił wzrok, uznając, że widzi ją po raz pierwszy na oczy. Nie lubił, gdy obcy ludzie mówili do niego tak, jakby go znali.
    - Tak, chyba tak – mruknął w odpowiedzi.
   Kobieta popatrzyła na niego przez chwilę, po czym skinęła głową i wróciła do swojej pracy, za co podziękował jej w duchu. Naprawdę nie miał ochoty na udawanie uprzejmego chłopca, gdy do końca dnia pozostały mu jeszcze dwa wywiady i jakiś występ w kolejnym głupim programie, w którym znowu będzie musiał zachowywać się jak na słodkiego mankae przystało, żeby przypodobać się publiczności.
    - Gotowe – usłyszał po paru minutach. – Jakoś zakryłam te cienie pod oczami, ale lepiej byłoby, gdybyś po prostu się przespał. Nie wyglądasz najlepiej.
   Taemin przymknął oczy i stłumił w sobie chęć powiedzenia czegoś niemiłego.
    - Masz rację, Noona. Tak właśnie zrobię, ale teraz muszę już iść – powiedział tylko i uśmiechnął się słodko do starszej kobiety, która zaraz spłonęła rumieńcem i zaczęła się jąkać.
   Chłopak pożegnał się grzecznie i wyszedł z pomieszczenia kierując się w stronę wyjścia z budynku SM. Dobrze wiedział, że menażer czeka na niego na dole w aucie i pewnie ledwo wytrzymuje piski wydzierających się fanek. Pokręcił głową, kiedy idąc korytarzem uświadomił sobie, że zaraz do nich wyjdzie. Miał tylko nadzieję, że nie będą w niego rzucać żadnymi prezentami, bo miał już serdecznie dość tych codziennych przepychanek, po których przybywało mu coraz więcej siniaków.
   Mam szczęście – pomyślał, kiedy znalazł się na zewnątrz i okazało się, że tym razem jest tylko z pięć, może siedem fanek, zupełnie tak, jakby reszta zrobiła sobie wolne. Bez większych trudności więc, ruszył w stronę stojącego niedaleko, czarnego mini busa, starając się ignorować dźwięk wskazujący na to, że jego fanki robią mu zdjęcia, które za chwilę pewnie zaczną krążyć po sieci. Chcąc jak najszybciej schronić się przed ich wzrokiem i głośnymi nawoływaniami, wsiadł do samochodu na tylne siedzenia i odetchnął z ulgą.
    - No nareszcie – odezwał się jego menadżer, który siedział na miejscu kierowcy i właśnie przekręcał kluczyk w stacyjce. Taemin zauważył, że mężczyzna przygląda mu się z uwagą w przednim lusterku, co trochę go zdenerwowało. – Wyglądasz lepiej niż pół godziny temu, ale to za mało. Może chcesz coś zjeść?
    - Nie jestem głodny tylko zmęczony – odparł z niemiłym podźwiękiem w głosie. Miał już dosyć głupich pytań i odpowiedzi. Chciał po prostu zrobić to, co zostało mu do zrobienia i wrócić do domu.
    - Okej, okej! – menażer uniósł ręce w geście poddania. Nie miał ochoty na sprzeczkę z tym dzieciakiem, świadomy tego, że i tak nie wygra. – Zrobimy tak jak chcesz, tylko błagam nie obrażaj się i po prostu rób co do ciebie należy.
   Taemin spojrzał niechętnie za przyciemnioną szybę i skrzywił się widząc, jak wiele fanek zaczyna gromadzić się obok auta.
    - Taki mam właśnie zamiar – zapewnił chłodno.
   Nastała chwila ciszy. Pisk jego adoratorek przebijał się do wnętrza busa i przyprawiał chłopaka o ból głowy.
    - No to świetnie – odpowiedział w końcu menadżer i przeklinając cicho pod nosem, zaczął ostrożnie wyjeżdżać z parkingu.
   Przecież nie chciał nikogo przejechać.


    Taemin miał być ideałem pod każdym względem. Takim miała zamiar stworzyć go wytwórnia, co oczywiście się im udało. Chłopak o pięknej twarzy, dużych zdolnościach tanecznych, grający na fortepianie i jakby tego nie było mało - potrafił jeszcze śpiewać. Oczywiście nie wszystko przyszło od razu. Taemin musiał poświęcić wiele czasu, żeby stać się tym, kim był teraz, ale nie żałował. Wiedział, że te wszystkie treningi i lata starań, w końcu na coś mu się opłaciły. Kochał scenę i muzykę. Kochał fanów i cieszyło go, że może dawać tyle radości całkowicie obcym mu ludziom, uśmiechając się, czy też mówiąc im coś miłego, choć kosztowało go to naprawdę sporo nerwów i wysiłku. Ale mimo wszystko, nigdy nie zgodziłby się, żeby ktoś mu bliski zaczął podążać tą samą drogą. Jedynym wyjątkiem był Jongin, bo to z nim zaczął tę przygodę i też z nim miał zamiar kiedyś ją zakończyć. Ale Soojin? O nie. Jej nie mógł na to pozwolić.
   Pamiętał ten dzień, jakby to działo się wczoraj. Jak zawsze trenował najdłużej ze swojego zespołu i został sam na sali, kiedy reszta już dawno opuściła pomieszczenie. Ćwiczył układ do „Lucyfera” i wciąż powtarzał sobie, że nie jest wystarczająco dobry. Kiedy Soojin weszła do pomieszczenia, udawał, że jej nie zauważył i ćwiczył dalej. Dziewczyna usiadła w kącie i podciągnęła kolana pod brodę, objęła je mocno w milczeniu, czekając aż on skończy. Taemin tańczył jeszcze chwilę, świadomy, że Soojin nie spuszcza z niego wzroku. Nie przeszkadzało mu to jednak. Lubił czuć na sobie jej spojrzenie, zupełnie tak, jakby dodawała mu tym siły. Poza tym jej obecność sprawiała, że czuł spokój.
   W końcu jednak wyłączył muzykę i przykucnął obok niej.
    - Dlaczego przyszłaś? – zapytał i uśmiechnął się lekko odgarniając jej ciemne włosy z policzka. – Coś się stało?
   Soojin spojrzała mu w oczy. Wyglądało to tak, jakby przez chwilę zastanawiała się nad czymś bardzo poważnym. Taemin zmartwił się, ale wciąż czekał na odpowiedź.
    - Co byś zrobił, gdybym zechciała zostać trainee?
      Taemin przestał się uśmiechać. Przez moment nawet pomyślał, że się przesłyszał, ale szybko zrozumiał, że tak nie jest. Nagle całe jego ciało ogarnęła panika, która z każdą chwilą rosła i pęczniała. Wiedział, że jego oczy są szeroko otwarte, a oddech przyśpiesza niebezpiecznie, zupełnie tak, jakby przed chwilą usłyszał coś szczególnie strasznego.
    Stracę ją, pomyślał, naprawdę ją stracę…
   Nie zastanawiając się nad tym co robi, złapał Soojin za rękę i przyciągnął bliżej siebie. Dziewczyna nie protestowała, ale widać było, że jest zaskoczona jego gwałtownym zachowaniem. Pewnie dostrzegła też uczucie strachu, które zdążyła już wyczytać z jego oczu. Taemin wiedział, że nie ma prawa za nikogo decydować i mówić, co kto ma robić, ale tym razem nie mógł inaczej. Soojin znaczyła dla niego zbyt wiele i nie mogła się zmienić. Poza tym nie chciał, żeby wchodziła do tego świata, w którym już od dawna on sam się znajdował. To miejsce by ją zniszczyło, sprawiło, że straciłaby swój urok i zapomniała o tym, jaka jest naprawdę. W końcu Taemin tylko dzięki niej pamiętał o tym kimś z przed paru lat, biegającym z nią i Jonginem po ogrodzie w rodzinnych posiadłościach państwa Han, miejsca, którego wspomnienia dotyczyły najlepszego okresu z jego życia.
    - Nawet o tym nie myśl. Dobrze wiesz jak wiele czasu musiałem poświęcić, żeby być tym, kim teraz jestem. Po prostu nie zawracaj sobie głowy takimi głupotami i zajmij się czymkolwiek… Tylko proszę, nie próbuj być taka jak ja, czy Jongin.
   Soojin spuściła wzrok, a na jej ustach zagościł smutny uśmiech.
    - Nawet jeśli dzięki temu mogłabym spędzać z wami więcej czasu?
   Taemin poczuł ulgę i puścił jej rękę. A więc o to chodzi – pomyślał, gdy uświadomił sobie, że Soojin wcale nie myśli o dołączeniu do SM na poważnie, tylko najzwyczajniej na świecie czuje się samotna. W końcu, ostatnio nawet musiał odpuścić sobie jej urodziny, bo wypadały w dzień koncertu jego zespołu. Oczywiście dał jej prezent i złożył życzenia, ale po czasie. Pamiętał, że Soojin nie garnęła się wtedy do otwarcia małego pudełeczka, w którym znajdował się srebrny łańcuszek zakupiony przez niego z myślą o niej. Kiedy jednak już to zrobiła, chłopak od razu zapiął jej go na szyi. Znał Soojin zbyt dobrze, żeby nie zauważyć, jak bardzo spodobał jej się ten prezent.
    - Przecież spędzasz go z nami cały czas – powiedział po chwili.
   Soojin pokręciła głową i spojrzała na niego z wyrzutem.
    - Z Jonginem tak, ale z tobą już nie. Jednak on kiedyś też zadebiutuje i będzie miał mniej czasu. Gdybym tylko mogła być taka jak wy, gdybym tylko zaczęła trenować, to może przy pomocy ojca udałby mi się i z czasem wszystko stało się łatwiejsze. Moglibyśmy się częściej widywać i nikt nie mógłby nam tego zabronić, bo wtedy należałabym do SM.
   Taemin ściągnął brwi. Rzeczywiście, przy pomocy pana Han, dziewczyna na pewno by zadebiutowała. W końcu człowiek, który tak dobrze zna się z samym szefem SM i pracuje na całkiem wysokim stanowisku od dobrych paru lat w wytwórni, mógłby zrobić naprawdę wiele dla swojej córki. Taemin jednak nawet nie chciał o tym myśleć. Nie miał zamiaru pozwolić jej na popełnienie żadnego głupstwa, szczególnie, że Soojin ze swoim nazwiskiem i pieniędzmi, po prostu tego nie potrzebowała.  
    - Masz wszystko czego byś chciała już bez tego. Ja chcę być idolem, bo kocham taniec i muzykę, ale ty? Naprawdę mam uwierzyć, że chciałabyś poświęcić całe życie dla czegoś, czym nawet się nie interesujesz i to tylko dlatego, żeby być bliżej mnie?
    - Bliżej ciebie i Jongina – poprawiła go.
   Taemin przewrócił oczami. Nagle ta rozmowa wydała mu się całkiem zabawna. Soojin, nieświadomie, ale jednak zabiegała o więcej uwagi z jego strony, choć wciąż utrzymywała, że jej nie potrzebuje.
    - Niech ci będzie! Bliżej mnie i Jongina, pasuje? – zapytał i mimowolnie uśmiechnął się widząc, że Soojin także się uśmiechnęła.
    Zamiast odpowiedzi, poczuł, jak dziewczyna zarzuca mu ręce na szyje i przytula się mocno. Całkiem swobodnie, przyzwyczajony do tego typu zachować przyjaciółki, także ją objął. Taemin pamiętał, że trwali tak jeszcze przez jakiś czas aż do momentu, gdy zadzwonił telefon Soojin. Pięć minut później był znowu całkiem sam na sali, bo okazało się, że pan Han właśnie skończył na dziś pracę i zabiera córkę do domu. Młody Lee dopiero wtedy uświadomił sobie, jak późną już mają godzinę.
    - Co robisz? – zapytał, gdy z zamyśleń wyrwał go dźwięk zagaszanego silnika.
   Menadżer westchnął cicho, a Taemin zauważył, jak wyciąga z kieszeni spodni zmiętoloną paczkę papierosów i sięga po jednego, żeby po chwili zapalić.
    - Odpuszczam ci dzisiaj, bo i tak widzę, że jesteś już ledwo przytomny. Najwyżej odpracujesz to jutro, albo innego dnia – wyjaśnił, po czym dodał po chwili: - Jakbyś jeszcze nie zauważył, to właśnie zaparkowałem pod twoim domem, więc możesz już wysiąść.
   Taemin uniósł brwi i rozejrzał się za szybą. Menażer nie żartował sobie z niego i chyba naprawdę postanowił tym razem mu odpuścić, co zdarzało się raczej rzadko. Chłopak szybko zrozumiał, że nie chodzi tu o wyrozumiałość ze strony  mężczyzny, tylko o jego problemy z żoną, z którą prawdopodobnie niedługo się rozwiedzie, no chyba, że skończy z chodzeniem po nocnych klubach i zajmie się rodziną, jak powinien zrobić to już jakiś czas temu. Taemin jednak nie wierzył, że mu się to uda. Mimo to, nic nie mówił i posłusznie wysiadł z auta, żeby po chwili zobaczyć, jak te odjeżdża i skręca w jakąś ciemną uliczkę, która na pewno nie prowadziła do domu menadżera.
   Przewidywalny aż do bólu – pomyślał i ruszył w stronę stojącego niedaleko budynku. W tym momencie miał jedynie ochotę położyć się do łóżka i po prostu zasnąć. Na swoje, jak i pozostałych członków szczęście, nikt mu w tym nie przeszkodził.



   

piątek, 7 czerwca 2013

"Idealne dziecko" - Part 2.


  

   Han Soojin nienawidziła spędzać całego dnia w szkole, jak to robiła w poniedziałki. Najpierw długie zajęcia, a potem jeszcze korepetycje, które opłacał jej ojciec w ramach rekompensaty za opuszczenie ich rodzinnego domu z powodu jakieś kobiety, bo matka Soojin już mu nie wystarczała. Kiedy dziewczyna dowiedziała się o tym, co jej ojciec zamierza zrobić, nie odczuwała względem niego jakiejś szczególnej złości. Między jej rodzicami nigdy nie było dobrze, a nieurywające się tajemnicze telefony do ojca po nocach od jego kochanek, utwierdziły ją w przekonaniu, że dobrze zrobił odchodząc. Przynajmniej jej matka już tyle nie płakała i w końcu przestała być kłębkiem nerwów. Soojin nie lubiła widzieć jej w takim stanie, bo zawsze przypomniała sobie, jak beznadziejnie bezsilni mogą być ludzie i na jaką słabość ona nigdy nie powinna sobie pozwolić.
    - O mój Boże! EXO jest takie cudowne! Widziałyście ten nowy wywiad?! Zobaczycie, jeszcze zrobię z Kaia mojego męża!
   Soojin zaśmiała się gorzko i pokręciła głową wbijając wzrok w zbiorowisko, które zabrało się na środku klasy. Nieznajoma jej dziewczyna stała wymachując przed twarzami pozostałych koleżanek jakimś magazynem, które popiskiwały co chwilę pełne zachwytu i uznania dla urody swoich ukochanych idoli. Soojin ciężko było je zrozumieć, szczególnie wtedy, gdy te wariatki wierzyły w każde słowo, które tylko tam przeczytały. Mimo wszystko wolała milczeć i udawać, że niczego nie słyszy, choć nie było to łatwe. Prawdopodobnie była jedyną dziewczyną w klasie, która nie wykazywała zainteresowania, kiedy miały miejsce tego typu rozmowy, przez co zyskiwała w oczach kolegów z klasy. Przynajmniej w jej obecności nie musieli słuchać tych wszystkich głupot, typu jak powinni wyglądać, żeby choć trochę dorównywać urodą chłopakom pozujących w tych kolorowych czasopismach dla naiwniaczek, które nawet nie chciały myśleć, że najczęściej ich piękne twarze to jednie zasługa dobrego chirurga plastycznego, a reszta odpowiedniego oświetlenia i retuszu.
   - Nie ma mowy! On jest mój! – wtrąciła się nagle jakaś inna dziewczyna, która zabrała jej magazyn i uśmiechnęła się zadziornie. – Na ciebie nawet by nie spojrzał.
   Oczywiście po chwili wybuchła wielka awantura, na którą Soojin jedynie przewróciła oczami i wstała od ławki, wychodząc na korytarz szkolny – w końcu miała przerwę.
   - Na żadną z was by nie spojrzał – wymamrotała pod nosem, zanim jeszcze opuściła klasę.
 

   Kiedy wracała koło dwudziestej do domu, uznała, że po raz pierwszy cieszy się, że do końca szkoły pozostały tylko dwa miesiące i już niedługo skończy liceum. Trzecia klasa była stanowczo za ciężka jak dla niej, choć już wcześniej nie było łatwo. Nauka w Korei nie należała do najprzyjemniejszych rzeczy w życiu, szczególnie, że zabierała mnóstwo czasu już od najmłodszych lat i ciągnęła się nieubłaganie. Dlatego też Soojin nawet nie myślała o tym, żeby zacząć tu studiować. Wolałaby już do końca życia siedzieć w jakimś supermarkecie na kasie niż męczyć się jeszcze pięć lat i to tylko po to, żeby zadowolić chore ambicje swojego ojca, który z wiadomych przyczyn na to nie zasługiwał. Ostatecznie więc zdecydowała się, że wyjedzie, ale nie wspomniała o tym nikomu, świadoma, jaka będzie reakcja. Wolała unikać rozmowy aż do czasu, kiedy nie stanie się ona konieczna, czyli po zakończeniu roku szkolnego. Najbardziej jednak nie bała się reakcji swoich rodziców, a ludzi których znała i nazywała przyjaciółmi. Oni mieli w tym temacie o wiele więcej do powiedzenia, niż jej teoretycznie najbliżsi. Przynajmniej dla Soojin od zawsze tak było. A opinia Lee Taemina chyba najbardziej ją obchodziła.
   Przechodząc na zielonym świetle przez ulicę, uśmiechnęła się lekko, wspominając dzień, w którym poznała tego chłopaka. Miała skończone pięć lat, kiedy po raz pierwszy go zobaczyła i już na samym początku została obdarzona tym niezwykle ciepłym uśmiechem, na który starała się nie reagować. To był jej pierwszy dzień w przedszkolu i Soojin nie czuła się zbyt pewnie, szczególnie, że inne dzieci nie wykazały nią najmniejszego zainteresowania, w tym Jongin,  który siedział obok Taemina na dużym dywanie. Za bardzo był zajęty wtedy grą planszową, w którą grał ze swoim najlepszym przyjacielem. Dopiero potem dowiedziała się, że są od niej starsi o rok, ale w tamtym momencie to nie było ważne. Jakby pchnięta przez jakąś niewidzialną siłę, oddaliła się od pani przedszkolanki i usiadła obok tej dwójki. Już wtedy wiedziała, że dobrze zrobiła. W końcu mogła wybrać towarzystwo dziewczynek siedzących całkiem niedaleko, które właśnie bawiły się domkiem dla lalek. Ale ona wybrała ten uśmiech i nie żałowała, a już na pewno nie wtedy, kiedy Taemin zaprosił ją do wspólnej zabawy, wcześniej oczywiście przedstawiając siebie i swojego przyjaciela. Soojin uśmiechnęła się nieśmiało i pomyślała, że to przedszkole wcale nie musi być takie straszne. Przynajmniej nie wtedy, gdy Taemin był blisko i mogła poczuć bijące od niego ciepło, które do dzisiaj było równie silne, jak te kilka lat temu.
   - Han Soojin, masz zamiar wrócić dzisiaj do domu, czy już całkowicie zapomniałaś, że coś takiego istnieje? – usłyszała, kiedy telefon zadzwonił po raz drugi, a ona postanowiła odebrać.
   Zaklęła cicho pod nosem, gdy dobiegł ją znajomy głos. Ukochana rodzicielka jak zawsze dzwoniła z innego numeru, świadoma, że jej córka nie szybko odbierze, jeśli będzie wiedziała, kto dzwoni. Nie pomyliła się.
    - Przyjdę za dziesięć minut – odparła krótko.
   W słuchawce nastała cisza. Soojin idąc chodnikiem obserwowała mijających ją ludzi i zastanawiała się, czy też oni muszą lub musieli męczyć się z nazbyt upartymi i troszczącymi się o nich matkami. Pewnie tak, w końcu nikogo to nie ominie. No, prawie – pomyślała.
    - Gdzie byłaś całą noc i dzień?
   Kolejne pytanie wydało się Soojin jeszcze bardziej upierdliwe niż zazwyczaj. Mimo wszystko postanowiła nie wybuchnąć i odpowiedziała najgrzeczniej jak potrafiła, choć i tak nie wyszło:
    - Z Taeminem u niego w domu, a potem w szkole i na cudownych korepetycjach od tatusia.
    - Nie bądź bezczelna.
    - Nie mogę, to ode mnie silniejsze – odparła znudzona i weszła do wysokiego wieżowca, w którym znajdowało się jej mieszkanie. – Kończę. Zaraz będę na górze.
   Rozłączyła się.
   Minęła portiera i bez większych komplikacji weszła do jednej z trzech wind, które akurat były wolne. Po wyprowadzce ojca, matka również postanowiła zmienić miejsce zamieszkania, za które oczywiście miał płacić jej były mąż, bo przecież głupio byłoby, żeby taka dama jak ona sama na siebie zapracowała, prawda? Nieważne, że ukończyła studia i nie byłoby z tym najmniejszego problemu. Przez te wszystkie lata za bardzo się rozleniwiła, no i co pomyślałyby sobie o niej przyjaciółki z wyższych sfer? Nie wspominając już nawet, że należały one do tych kretynek, które za pieniądze swoich mężczyzn potrafiły przymknąć oko na każdą zdradę, czy też dłuższy romans. Mimo to, dla jej matki, ich zdanie i tak liczyło się najbardziej, dlatego Soojin nie poczuła się zaskoczona, kiedy okazało się, że wylądowała w jednym z tych wielkich apartamentów w centrum miasta, które i tak wielkością nawet nie mogły porównywać się do jej starego domu, znajdującym się na obrzeżach Seulu.
   To było dopiero miejsce. Wybudowany na zlecenie ojca przypominał bardziej mały pałac, niż domek jednorodzinny, otoczony ze wszystkich stron rozciągającym się, bajecznym ogrodem, najpiękniej wyglądającym wiosną. Soojin była zła, że musiała się przeprowadzić. Lubiła przypisany do tamtego miejsca spokój i czas, który spędzała na werandzie czytając książki, czy też popijając zimne soki w upalne dni latem. Wtedy czuła się naprawdę szczęśliwa. Miała przy sobie Taemina i Jongina, którzy odwiedzali ją tak często, że dni nigdy nie wydawały się jej nudne. Brakowało jej tego. Tamtego domu, jak i stałej obecności tej dwójki w jej życiu. Czasami żałowała, że nie może cofnąć czasu i jeszcze raz przeżyć tych chwil na nowo. Gdyby tylko miała taką szansę, na pewno postarałaby się zapamiętać wszystko jeszcze bardziej, jak tylko byłoby to możliwe.
    - Powinnaś zerwać z tym chłopakiem. Dzisiaj znowu widziałam go w telewizji. Ten jego uśmiech może chwyta za serce, ale ja potrafię dostrzec jaki jest naprawdę. On po prostu chce cię wykorzystać. Pamiętaj kogo jesteś córką i nie bądź naiwna!
   Soojin ledwo weszła do środka apartamentu, a już została zaatakowana przez swoją matkę. Widać było, że przed chwilą zażywała kąpieli, bo była w szlafroku i właśnie wycierała ręcznikiem swoje długie włosy.
   Ta kobieta po prostu nie może myśleć po cichu – zrozumiała, mijając ją w progu i kierując się w stronę swojego pokoju.
    - Taemin nie jest moim chłopakiem, tylko przyjacielem i nie wykorzystuje mnie – rzuciła przez ramię.
    - Oczywiście. Prawdopodobnie było tak jeszcze z pięć lat temu, zanim zadebiutował, ale teraz to wygląda nieco inaczej. Zastanów się nad moimi słowami.
    - Zastanowię – skłamała i zamknęła za sobą drzwi, pewna, że matka nie wejdzie już dzisiaj do jej pokoju.
   Rzucając swoją torbę w kąt pomieszczenia, rozsiadła się na łóżku i rozejrzała w poszukiwaniu mp3. Tak jak podejrzewała, leżała ona na półce nocnej obok książki, którą czytała od dwóch dni zaraz przed pójściem spać. Sięgnęła po nią szybko, wetknęła słuchawki w uszy i puściła pierwszą lepszą piosenkę.
   No nie, pomyślała, dlaczego akurat „Wolf”?
   Westchnęła niezadowolona, ale nie zmieniła piosenki. Zamiast tego zaczęła się zastanawiać, dlaczego tak w ogóle ją sobie zgrała. Pewnie z powodu Jongina – doszła do wniosku. Mimo, że stanowczo nie należała do fanek jego zespołu, to lubiła parę piosenek. Szczególnie „Angel” i „My Lady”, które ją uspokajały. Nieważne która wersja, chińska czy koreańska - obydwie były równie piękne.
   Rozkładając się na łóżku, przymknęła oczy i pozwoliła sobie na chwilę odpoczynku. Jutrzejszy dzień miał być nie lepszy od dzisiejszego, a nawet gorszy. Cieszyła się, że przynajmniej rano mogła pożegnać się z Taeminem i zdołała z nim spędzić choć trochę czasu. Taka okazja jak wczoraj nie nadarzała się często, bo chłopak miał zbyt napięty grafik i ciągłe treningi. Soojin zawsze pozostawało wpaść do niego w ciągu dnia, ale jedyne na co mogłaby wtedy liczyć, to krótka rozmowa, bo chłopak zaraz by gdzieś leciał poganiany przez swojego menadżera. Zresztą nie lepiej było w przypadku Jongina. On też nie miał dla niej czasu, ale zdążyła się już do tego przyzwyczaić.
   Podnosząc się z powrotem do siadu wyjęła słuchawki i rzuciła mp3  z powrotem na półkę. Musiała się wykąpać i iść spać, bo inaczej jutro nie wstanie, albo znowu spóźni się do szkoły, tym razem jednak nie przez Taemina.
   Zaśmiała się cicho, przypominając sobie, jak chłopak rano zmusił Minho do podwiezienia ją pod szkołę. Soojin nie chciała tego, ale Taemin nalegał, bo przez niego zaspali. Sam by to zrobił, gdyby nie fakt, że był już spóźniony na jakiś tam wywiad w radiu, a Minho akurat miał dzień wolny i był jedynym z SHINee, którego dało się na coś takiego namówić. Jjong po prostu o siódmej rano ledwo kontaktował, a Key nawet nie myślał, żeby wyjść z łazienki, choć siedział już tam od dobrej godziny. Jeśli zaś chodziło o Jinkiego, to ten gość całkowicie odpadał. Z jakiegoś powodu nie przepadał za Soojin. Dziewczyna szybko zrozumiała, że martwił się o Taemina. Od kiedy romans Jonghyuna z pewną aktorką wyszedł na jaw i oczywiście już dawno się zakończył, lider SHINee był naprawdę czujny i pilnował, żeby nie wybuchnął kolejny skandal. Soojin nie miała mu tego za złe, bo sama uważała, że kontaktowanie się z Taeminem nie jest dobrym pomysłem, przynajmniej poza wytwórnią, ale jej przyjaciel nie mógł tego przyjąć do wiadomości i po prostu nie słuchał. Był na to zbyt uparty.
    - Tutaj się rozstajemy – powiedział, kiedy stanęli przy czarnym samochodzie Minho na podziemnym parkingu. – Po mnie za chwilę przyjedzie menadżer, a ty powinnaś się już zbierać, jeśli nie chcesz się spóźnić – puścił do niej oko i uśmiechnął się słodko.
   Soojin parsknęła śmiechem i tak po prostu przytuliła się do Taemina. 

   Wysoki brunet, który wciąż się nie poruszył, z rękoma w kieszeniach dżinsowych spodni, przyglądał się tej dwójce z nieodgadnionym uśmiechem. Pokręcił głową, kiedy Taemin przyciągnął dziewczynę bliżej siebie i zagroził w żartach, że teraz na pewno jej nie puści. Oczywiście zrobił to chwilę później, ale Soojin nie wyglądała na złą. Cieszyła się jak zawsze i uśmiechała szeroko, kiedy tylko obok był Taemin. Minho pomyślał wtedy, że chciałby mieć kogoś takiego jak ona. Kogoś, kto by po prostu czerpał radość z tego, że on jest blisko, ale nie jako idol, a Minho. Ten prawdziwy Choi Minho.
    - Dobra dzieciaki! Czas się zbierać – zakomunikował i wsiadł do wozu przekręcając kluczyk w stacyjce.
   Po chwili usłyszał, jak otwierają się drzwi od drugiej strony i do środka wskakuje Soojin. Dziewczyna posłała mu przemiły uśmiech i zapięła pasy.
    - Młoda, przypomnij mi lepiej, gdzie ty masz tę szkołę? – zapytał poważnie.
    - Oppa, nie pierwszy raz mnie tam wieziesz, więc powinieneś pamiętać – powiedziała, ale nie widząc żadnej reakcji u bruneta dodała: - To tam, gdzie chodził Taemin.
   Minho skinął głową i już po chwili wyjechał z parkingu. Soojin pomachała na pożegnanie Taeminowi, po czym sięgnęła w stronę radia włączając jakąś piosenkę.
    - Nie masz nic przeciwko? – zapytała, gdy już usłyszał muzykę.
    - A jak myślisz?
   Soojin wzruszyła ramionami.
    - Pewnie nie. Ty nigdy nie masz nic przeciwko.
   Minho uśmiechnął się lekko.
    - To prawda.
   Soojin wróciła myślami do jutrzejszego dnia i przestała wspominać poranek. Mimo że było miło, to ten czas już minął i należało się z tym pogodzić. Kiedyś Taemin z Jonginem zostawali u niej na całe noce w jej starym domu i każdy dzień wyglądał tak samo, jak ten w niedzielę wieczorem. Dużo zabawy, wspólnego oglądania filmów, długie rozmowy o niczym. Cieszyła się, gdy mogła na nowo poczuć to dziwne uczucie lekkości w obecności Taemina, ale do pełni szczęścia i tak brakowało jej Jongina, bo bez niego to już nie było to samo.
   I nigdy nie będzie – pomyślała wychodząc z pokoju.





sobota, 1 czerwca 2013

"Idealne dziecko" - Part 1.





    - Taemin – chłopak usłyszał swoje imię – już jestem.
   Niechętnie, ale uniósł wzrok znad książki, kiedy do sali weszła znajoma mu postać. Uśmiechnął się mimowolnie i skinął na powitanie głową.
   - Jak zawsze świetne wyczucie czasu, już miałem się zbierać – powiedział i zamknął książkę podnosząc się z podłogi. Duże pomieszczenie, w którym zazwyczaj ćwiczył z resztą zespołu lub innymi kolegami po fachu, tym razem było puste. Taemin zakładał, że musiało być już naprawdę późno i po prostu stracił poczucie czasu, kiedy czytał, dlatego wszyscy już dawno skończyli trening i wrócili do swoich domów.
    - Kłamiesz. Zostałbyś tutaj dłużej, to ja przypomniałam ci, że powinieneś się zbierać.
   Taemin spojrzał na swoją przyjaciółkę i pokręcił głową, dalej się uśmiechając. Dziewczyna jak zawsze miała rację. Znali się od przedszkola i mimo zastrzeżeniom agencji i menadżera, chłopak nie mógł tak po prostu zerwać z nią kontaktu. Nie żywił do niej żadnych głębszych uczuć, po prostu ją lubił i ze wzajemnością, ale fani wcale nie musieli tego zaakceptować, czy też zrozumieć. Bo Soojin była za ładna w ten niestandardowy sposób. Różniła się od jego koleżanek z pracy, które swoim wyglądem wzbudzały zazdrość niejednej kobiety i zarazem stanowiły ideał piękna, do którego powinno się dążyć. Dziewczyna w przeciwieństwie do nich, miała w sobie ten naturalny czar, który sprawiał, że niejeden facet chciał ją po prostu trzymać w swoich ramionach świadomy tego, że nigdzie mu nie ucieknie i zostanie z nim nawet wtedy, gdy jego portfel nie będzie już tak pełny jak kiedyś, a codzienne błahostki zmienią się  w prawdziwe, czasem niemożliwe do pokonania problemy.
    - Chcesz się gdzieś przejść? – zapytał, gdy przewieszał swoją torbę przez ramię, gdzie trzymał ubrania na zmianę i zaczął iść w jej kierunku. – Jest już późno, ale…
    - Wole nie. Twoi fani by mnie zabili, a poza tym niepotrzebne ci są skandale – mówiąc to odwróciła się do niego plecami i ruszyła w kierunku wyjścia z sali.
   Taemin poszedł za nią, ze wzrokiem wbitym w łagodnie kołyszące się biodra i pośladki. Ubrana w zwykłe dżinsy i jakąś bluzkę na krótki rękaw była uosobieniem wdzięku. Mimo, że Taemin naprawdę starał się nie patrzeć na nią w ten sposób, to sam przed sobą musiał przyznać, że coś w niej podobało mu się od zawsze, ale te uczucie wciąż było zbyt płytkie, żeby nazwać je w konkretny sposób.
    - Wleczesz się – słowa Soojin sprowadziły go z powrotem na ziemię, przez co już po chwili zrównał się z nią i zaczęli iść ramię w ramię.
    - Widziałaś nowy teledysk EXO? – zagadnął niemal od razu, ciekawy jej opinii, kiedy właśnie wyszli z sali na długi korytarz.
   Soojin przewróciła oczami i westchnęła cicho.
   - Widziałam – powiedziała tylko, ale po jej tonie Taemin od razu mógł wywnioskować, że nie jest zachwycona.
    - Jongin wyszedł całkiem nieźle – pozwolił sobie zauważyć. W końcu Soojin poznała ich obydwu jeszcze jako dziecko i mimo, że to do Taemina przywiązała się bardziej, to tancerz EXO także był jej dobrym kolegą.
    - Rzeczywiście, wyje wręcz zawodowo, a do tych jego warkoczyków nawet mogłabym się przyzwyczaić – odparła sarkastycznie.
   - Przesadzasz – stwierdził i szedł dalej, bo właśnie zaczęli schodzić ze schodów. – Teledysk został naprawdę dobrze zrobiony, a piosenka… - zawahał się przez chwilę - ma w sobie coś oryginalnego.
   Soojin posłała mu pełne niedowierzenia spojrzenie. Miała nadzieję, że chłopak sobie z niej żartuje.
   - Czasami wydaje mi się, że ci co tutaj rządzą i wami dyrygują, to jacyś idioci. Nadal nie rozumiem dlaczego powróciliście z ostatnią piosenką bez Jonghyuna, tak jakby nie można było na niego zaczekać. Co prawda, dzięki temu dostałeś o kilka linijek więcej do zaśpiewania, ale czy to nie jest czasem trochę nie fair? Przecież to nie wina Jjonga, że miał wypadek, no chyba, że o czymś nie wiem.
   Taemin nie odpowiedział, ale w duchu i tak przyznał jej rację. Mimo wszystko nie chciał nic mówić, bo w tym budynku, jak to mawiał Kibum: „Ściany  mają uszy” i czasami lepiej jest przemilczeć kilka kwestii niż wypowiadać się otwarcie na dany temat.
    - Zapomnij o tym – odezwał się nagle i uśmiechnął szeroko. – Jeśli nie chcesz pospacerować, to może zjemy pizzę?
   Soojin udała, że się zastanawia.
    - O ile zamówisz ją do mieszkania, a nie każesz mi jeść na mieście.
    - Nie przeszkadza ci towarzystwo Minho? – zapytał. Jako idol nie mieszkał sam, tylko z resztą swojego zespołu, którą Soojin znała bardzo dobrze, ale niekoniecznie lubiła.
    - A w czym on przeszkadza? Obejrzy z nami jakiś film, pogada sobie, a potem pójdzie jak zawsze. Jakoś tak wydaje mi się, że ten facet powinien w końcu znaleźć sobie dziewczynę.
   Taemin uniósł brwi zdziwiony.
    - Przecież ma i to niejedną - przypomniał.
    - Mówię o kimś na stałe – wyjaśniła i spojrzała na niego znacząco.
   Taemin odwrócił wzrok uśmiechając się krzywo. Cała radość ze spotkania z Soojin ulotniła się w jednym momencie.
    - Przecież wiesz, że nam niewolno. Kontrakt zakazuje spotykania się z kimkolwiek.
   Nastała chwila ciszy, którą już po chwili Soojin jak zawsze musiała przerwać:
    - To dlaczego ja wciąż tutaj jestem? – zapytała.
   Taemin zatrzymał się, kiedy stanęli przed tylnym wyjściem z siedziby SM, o której koczujące przed budynkiem fanki nie miały pojęcia i spojrzał jej w oczy.
    - Ty to coś zupełnie innego – powiedział i wyszedł na zewnątrz. 



 _________________________________