piątek, 11 stycznia 2013

1.



Nie chciałam być jak inne. Pragnęłam szczęścia. Wolności. Nie chciałam być niczyją własnością. A jednak musiałam siedzieć cicho. Znowu. Wszystkie decyzje ze mną związane, były podejmowane przez niego. Odkąd uznał mnie za czarownicę - bo okazałam się zbyt mądra do ciągłego obierania ziemniaków i robienia prania jego brudnych, przepoconych ubrań – patrzył na mnie jak na obcą. Już nie byłam jego córką. Teraz jedyne na co zasługiwałam, to spalenie żywcem, albo wygnanie… najlepiej gdzieś daleko. Gdzieś, gdzie odpokutowałabym swoje winy i zamknięta przed światem zrobiłabym coś, co w jego mniemaniu byłoby pożyteczne dla nas wszystkich. Głupi wieśniak. Czasami nie wierzyłam, że był moim ojcem. Szkoda, że mama nie żyła. Ona nigdy w życiu nie pozwoliłaby na to, co on chciał mi zrobić. Broniłaby mnie i zrozumiała. Jak prawdziwa matka. A on? Znowu chciał się pozbyć problemu. Zawsze tak robił. Nie powinnam się dziwić, w końcu to nie pierwszy raz. Elizabeth zrobiła to samo. Ale ona przynajmniej mogła mieć rodzinę, kiedy ja…   
   - Lydia!
   Usłyszałam, jak ktoś zawołał moje imię. Ten głos… pokręciłam głową. Nienawidziłam jego właściciela, z chorą wzajemnością. Aaron już dawno powinien schować się do swojej nory, czyli tam, gdzie jego miejsce.  Mimo, że dobrze wiedział, co mnie czekało, to wciąż przychodził do naszego domu i zawracał mi głowę. Czegokolwiek by nie powiedział, czy też nazmyślał, to i tak nie miałam zamiaru zmieniać swojego zdania. Postanowiłam. Lepszy klasztor niż on. Taka była moja decyzja i nic, ani nikt nie był w stanie tego zmienić.
   - Nie chcę z tobą rozmawiać – powiedziałam i wyszłam z kuchni do skromnego salonu w chacie, która pamiętała jeszcze czasy moich pradziadków. Pomieszczenie nie wyróżniało się niczym szczególnym. Był kominek, parę skromnych mebli, a na środku stał on. Wysoki, dobrze zbudowany, przystojny, o oczach niezwykle niebieskich, w których kochały się wszystkie dziewczęta ze wsi. Miał białą, choć trochę ubrudzoną od fizycznej pracy koszulę i ciemne, opinające jego nogi spodnie. Znałam go od dziecka, a mimo to dobrze wiedziałam, że nie jest dla mnie. Ojciec uważał inaczej. Ja wiedziałam jednak swoje.
   - Jesteś tego pewna? – zapytał i uśmiechnął się szeroko z wyższością podchodząc do mnie. – Pozostały trzy dni. Za trzy dni ciebie już tutaj nie będzie, a ja…
   - A ty powinieneś siedzieć teraz cicho i przestać mi wchodzić w drogę – przerwałam mu ostro.
   Wiedziałam, że właśnie dlatego nie mógł odpuścić. Był najlepszym kandydatem na męża, idealny do przejęcia gospodarstwa i niewiele starszy ode mnie. Jego dzieci byłyby sile i zdrowe. A ja mogłabym dać mu ciepły, kochający dom, aż do czasu, gdy znalazłby sobie jakąś kochankę, co pewnie nastąpiłoby szybko. Znając jego naturę, to pewnie zaraz po moim zajściu drugi raz w ciążę. To była normalna kolej rzeczy. Wszyscy mężczyźni tak robią. Powinnam była to zaakceptować. Ale nie chciałam. I to był powód, dla którego on nadal tutaj stał. Aaron miał zamiar walczyć o mnie do samego końca. Jednak nawet nie dawałam mu szans na wygraną.
   - Naprawdę myślisz, że pozostawię cię na pastwę tych obłąkanych ludzi, żebyś mogła zostać zamknięta i otoczona ze wszystkich stron przez grubą fasadę muru? – zapytał i uniósł brwi przybliżając się o stanowczo jeden krok za dużo. – To zbyt okrutne – szepnął mi do ucha nadając tej chwili, jego pewnie zdaniem, nutkę intymności, po czym dodał: - zasługujesz na coś o wiele lepszego.
   Zemdliło mnie. W jego tonie nie było za grosz wyczucia. Starał się mnie uwieść swoim głębokim, męskim głosem i bliskością, która nie robiła na mnie najmniejszego wrażenia. Już chciałam mu odpowiedzieć, gdy do chaty wszedł nagle mój ojciec.
   - Dosyć tego dobrego! – zawołał od progu. – Gdzie mój obiad? Jako gospodarz i główny żywiciel tej rodziny powinienem…
   Nie miałam najmniejszej ochoty tego słuchać. Jako mój ojciec powinien o mnie dbać i się troszczyć, a nie chodzić po miejscowych burdelach i zabawiać się  w najlepsze, kiedy ja ciężko pracowałam w domu. Ale taka już rola kobiety. Chyba nigdy tego nie zaakceptuję.
   Znowu nie miałam nic do powiedzenia, więc jedynie zacisnęłam usta i wróciłam do kuchni, żeby przygotować mu ten przeklęty posiłek. Jedyne, za co byłam mu dzisiaj wdzięczna, to fakt, że już nie musiałam dużej rozmawiać z Aaronem. Chłopak zniknął tak szybko, jak i się pojawił. Jeszcze tylko trzy dni i nawet mijanie go po drodze na targ, gdzie wychodzę praktycznie każdego ranka, miało się stać odległym wspomnieniem. Bardzo dalekim i niechcianym.
   - Proszę – powiedziałam, chwilę później kładąc na stole koło ojca dość sporą, glinianą miskę, w której znajdowałam się gorąca zupa z jakichś warzyw zerwanych z ogródka. Widząc jego starą, pomarszczoną twarz zastanawiałam się, jak sobie poradzi, kiedy już mnie nie będzie. Szybko jednak przestałam myśleć w ten sposób i pokręciłam głową. Sam tego chciał. Może nawet zgnić w tej swojej chacie samotny i opuszczony. Ja będę już wtedy daleko stąd i prawdopodobnie nigdy nie wrócę.
   - Czego chciał Aaron? – zapytał, kiedy usiadłam obok niego przy drewnianym stole w salonie. Ojciec zrobił go parę dobrych lat temu z drzewa, które wziął z małego lasku za domem. Kiedy jeszcze żyła mama. Wtedy było inaczej. Elizabeth nadal była z nami. Życie wydawało się być lepsze.
   - A czego mógł chcieć, ojcze? – zapytałam, podirytowana. – Przyszedł po to, czego nigdy nie dostanie.
   Piwne, zmęczone oczy spojrzały na mnie. W ich odbiciu mogłam zobaczyć siebie. Dziewczynę o długich, brązowych, falowanych włosach, ciemnych oczach i jasnej cerze. Kogoś posiadającego delikatne, bardzo kobiece rysy twarzy, przywołujące na myśl kruchą, niewinną istotę. Pozory jednak mylą. Byłam całkowitym przeciwieństwem tego kogoś, bo miałam coś, czego nikt mi nie odbierze. Silny charakter i chęć stawania do walki o swoje. Dobrze wiedziałam, że tak już pozostanie. Musiało. Nie pozwoliłabym, żeby było inaczej.   
   - Chyba nie muszę mówić, że powinnaś przyjąć jego propozycje? – odezwał się, nadal nie spuszczając ze mnie wzroku. Jego spojrzenie przeszyło mnie na skroś. Sama myśl, że już niedługo te oczy staną się dla mnie całkowicie obce, była dziwnie niepokojąca.
   - Propozycję? – zapytałam rozdrażniona. Miałam ochotę wstać od stołu i zacząć krzyczeć. – Ojcze, on nie proponuje, a żąda!
   - Więc dlaczego jeszcze się nie zgodziłaś? – jego pytanie zabrało mi wszelkie siły do prowadzenia dalszej rozmowy. Miałam ochotę zastygnąć na tym nieszczęsnym krzesełku na wieki i po prostu zapomnieć, że ktoś tak obojętny na moje szczęście może być ze mną spokrewniony.
   - Żartujesz? – przestałam uważać na słowa. Miałam wrażenie, że całe moje już i tak nikłe opanowanie gubi się gdzieś po drodze tej niemającej najmniejszego sensu konwersacji. – Najpierw klasztor, teraz to… A może od początku chodziło ci jedynie o znalezienie mi męża? A że nie ma w okolicy nikogo lepszego, to upatrzyłeś sobie akurat Aarona. Jednak bądźmy ze sobą szczerzy, to żaden wybór i dobrze o tym wiesz.
   Ojciec jedynie machnął na mnie ręką.
   - Przestań już tyle mówić – odparł. – Nieważne, co zaplanowałem. I tak nie zrobisz niczego, bo jesteś uparta jak osioł – mruknął pod nosem i zabrał się za jedzenie.
   Jego słowa krążyły po mojej głowie jeszcze jakiś czas, aż w końcu zrozumiałam, że to koniec rozmowy i najwyższa pora się oddalić. Wstałam więc i odeszłam, jednak zamiast wrócić do kuchni, skierowałam się w stronę ogrodu na tyłach chaty, który rozciągał się i wydał się nie mieć końca.
   Mieliśmy wiosnę. Lato było już blisko. Krzyki bawiących się niedaleko dzieci były na to najlepszym dowodem i niebo…  Jasne, przejrzyste, na którym co jakiś czas pojawiał się biały obłok, przybierający nieokreślony kształt. Przywoływał w ten sposób wspomnienia pełne beztroskich i wartych zapamiętania chwil… Chwil, które kiedyś były czymś oczywistym, a tego dnia stały się niezwykle odległe i wręcz nieprawdopodobne.
   - Lydia?
   Nagle koło mnie pojawiła się mała dziewczynka o długich, spiętych białą kokardką jasnych włosach i zielonych, roziskrzonych oczach.
   - Tak?
   Ukucnęłam koło niej, a wokół nas rozciągało się pole, na którym rosła wysoka trawa, kołysana przez wiatr. To miejsce wydawało się być położone z dala od wszystkich moich problemów. Świecące nad nami słońce grzało w przyjemny, lekki sposób. Jednak niestety nie mogłam zapomnieć, że gdybym się tylko odwróciła, za moimi plecami zobaczyłabym chatkę, która miała prześladować mnie swoim widokiem aż do wyjazdu.
   - Pobawisz się z nami? – spytała dziewczynka, a ja poczułam jak obawy i cała moja złość po prostu gdzieś zniknęły.
   - Oczywiście – powiedziałam i zobaczyłam, jak dziewczynka wyciągnęła w moją stronę małą rączkę.
   Nie zastanawiałam się długo. Chwyciłam ją w tym samym momencie i podniosłam się, żeby zaraz pójść za małą istotą, którą znałam bardzo dobrze, tak samo jak jej matkę mieszkającą dwie chatki dalej.


   - Co robisz? – zapytał, kiedy jego przyjaciel już od jakiegoś czasu stał w jednym miejscu i po prostu patrzył przed siebie. – Zobaczyłeś coś? – dopytywał.
   Na zadane pytanie, pełne wargi chłopaka rozciągnęły się w uśmiechu, który mógłby zwalić z nóg niejedną dziewczynę, gdyby tylko tego zapragnął.
   - Piękna – powiedział do siebie i jeszcze przez chwilę wpatrywał się w bliżej nieokreślone miejsce. Jego ciemne oczy jak zawsze widziały i dosięgały wzrokiem dalej niż oczy innych jemu podobnych.
   - Że niby co? – zapytał ponownie, nie rozumiejąc za wiele. Znowu dopadło go dziwne wrażenie, że jego przyjaciel znalazł się w tym swoim całkowicie odległym dla niego świecie. Miejscu, gdzie był wręcz nietykalny.
   Chłopak tymczasem jedynie pokręcił głową i ruszył przed siebie, nie przejmując się zupełnie niczym. Tak. Zdecydowanie, znowu pozwolił, żeby jego mały świat stał się priorytetem, a reszta, dokładnie ta niechciana część pozostała jedynie zbędnym dodatkiem.
   - Ya! Lee Taemin! Zaczniesz odpowiadać na moje pytania, albo zostawię cię samego w tym zakichanym lesie i nawet Minho nie przyjdzie ci z pomocą! – zawołał za młodszym, który wcale nie przejął się jego groźbami.
   Ostatecznie, Kim Kibum mógł jedynie ruszyć za chłopakiem i pomodlić się w duchu, żeby ten nie wymyślił niczego głupiego. Mieli już wystarczająco kłopotów. Jednak coś mu podpowiadało, że to dopiero początek. 

__________________________________________________________________

Nie wiem co to jest, to wyżej. Ostatnio miałam fajny sen i po kilku przeróbkach postanowiłam coś tam napisać. Ogólnie, to mam pomysł na nowe opowiadanie i chyba go wykorzystam xD

5 komentarzy:

  1. Omo, jakie zajebiste ♥
    Bardzk mi sie podobalo, wyjatkowa tematyka ^^
    Hwaiting~!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka piękna tematyka ♡
    Pierwszy raz spotykam się z takim wyjątkowym wątkiem
    Naprawdę mocno mi się podoba ♡
    Uwielbiam twój styl pisania <3
    Czekam na c.d. Hwaiting ~ !

    OdpowiedzUsuń
  3. Tematyka jest naprawdę wyjątkowa jak na opowiadanie z gwiazdami k-pop.
    Podoba mi się. Nie będzie to przesłodzone opowiadanie, dlatego chętnie będę tu zaglądać.

    Chciałbym zaprosić cię też na mojego bloga. Hah. Mówiąc szczerze nie jest jakimś arcydziełem, ale mam nadzieje, że tematyka cię zaciekawi, gdyż tylko to mam w tym opowiadaniu do zaoferowania.

    OdpowiedzUsuń
  4. okay, czegoś takiego to ja sie na pewno nie spodziewałam! jeszcze chyba sie nie spotkałam z taką tematyką (nie chodzi o bohaterów, ale czas akcji). ojciec głównej bohaterki jest chory na głowę, ale w tamtych czasach to chyba norma.. no to ja czekam niecierpliwe na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger - http://kissmedaybyday.blogspot.com/2013/02/the-versatile-blogger-info.html

    OdpowiedzUsuń