Han Soojin nienawidziła spędzać całego dnia w szkole, jak to robiła w poniedziałki. Najpierw długie zajęcia, a potem jeszcze korepetycje, które opłacał jej ojciec w ramach rekompensaty za opuszczenie ich rodzinnego domu z powodu jakieś kobiety, bo matka Soojin już mu nie wystarczała. Kiedy dziewczyna dowiedziała się o tym, co jej ojciec zamierza zrobić, nie odczuwała względem niego jakiejś szczególnej złości. Między jej rodzicami nigdy nie było dobrze, a nieurywające się tajemnicze telefony do ojca po nocach od jego kochanek, utwierdziły ją w przekonaniu, że dobrze zrobił odchodząc. Przynajmniej jej matka już tyle nie płakała i w końcu przestała być kłębkiem nerwów. Soojin nie lubiła widzieć jej w takim stanie, bo zawsze przypomniała sobie, jak beznadziejnie bezsilni mogą być ludzie i na jaką słabość ona nigdy nie powinna sobie pozwolić.
- O mój Boże! EXO jest takie cudowne! Widziałyście ten nowy wywiad?! Zobaczycie, jeszcze zrobię z Kaia mojego męża!
Soojin zaśmiała się gorzko i pokręciła głową wbijając wzrok w zbiorowisko, które zabrało się na środku klasy. Nieznajoma jej dziewczyna stała wymachując przed twarzami pozostałych koleżanek jakimś magazynem, które popiskiwały co chwilę pełne zachwytu i uznania dla urody swoich ukochanych idoli. Soojin ciężko było je zrozumieć, szczególnie wtedy, gdy te wariatki wierzyły w każde słowo, które tylko tam przeczytały. Mimo wszystko wolała milczeć i udawać, że niczego nie słyszy, choć nie było to łatwe. Prawdopodobnie była jedyną dziewczyną w klasie, która nie wykazywała zainteresowania, kiedy miały miejsce tego typu rozmowy, przez co zyskiwała w oczach kolegów z klasy. Przynajmniej w jej obecności nie musieli słuchać tych wszystkich głupot, typu jak powinni wyglądać, żeby choć trochę dorównywać urodą chłopakom pozujących w tych kolorowych czasopismach dla naiwniaczek, które nawet nie chciały myśleć, że najczęściej ich piękne twarze to jednie zasługa dobrego chirurga plastycznego, a reszta odpowiedniego oświetlenia i retuszu.
- Nie ma mowy! On jest mój! – wtrąciła się nagle jakaś inna dziewczyna, która zabrała jej magazyn i uśmiechnęła się zadziornie. – Na ciebie nawet by nie spojrzał.
Oczywiście po chwili wybuchła wielka awantura, na którą Soojin jedynie przewróciła oczami i wstała od ławki, wychodząc na korytarz szkolny – w końcu miała przerwę.
- Na żadną z was by nie spojrzał – wymamrotała pod nosem, zanim jeszcze opuściła klasę.
Kiedy wracała koło dwudziestej do domu, uznała, że po raz pierwszy cieszy się, że do końca szkoły pozostały tylko dwa miesiące i już niedługo skończy liceum. Trzecia klasa była stanowczo za ciężka jak dla niej, choć już wcześniej nie było łatwo. Nauka w Korei nie należała do najprzyjemniejszych rzeczy w życiu, szczególnie, że zabierała mnóstwo czasu już od najmłodszych lat i ciągnęła się nieubłaganie. Dlatego też Soojin nawet nie myślała o tym, żeby zacząć tu studiować. Wolałaby już do końca życia siedzieć w jakimś supermarkecie na kasie niż męczyć się jeszcze pięć lat i to tylko po to, żeby zadowolić chore ambicje swojego ojca, który z wiadomych przyczyn na to nie zasługiwał. Ostatecznie więc zdecydowała się, że wyjedzie, ale nie wspomniała o tym nikomu, świadoma, jaka będzie reakcja. Wolała unikać rozmowy aż do czasu, kiedy nie stanie się ona konieczna, czyli po zakończeniu roku szkolnego. Najbardziej jednak nie bała się reakcji swoich rodziców, a ludzi których znała i nazywała przyjaciółmi. Oni mieli w tym temacie o wiele więcej do powiedzenia, niż jej teoretycznie najbliżsi. Przynajmniej dla Soojin od zawsze tak było. A opinia Lee Taemina chyba najbardziej ją obchodziła.
Przechodząc na zielonym świetle przez ulicę, uśmiechnęła się lekko, wspominając dzień, w którym poznała tego chłopaka. Miała skończone pięć lat, kiedy po raz pierwszy go zobaczyła i już na samym początku została obdarzona tym niezwykle ciepłym uśmiechem, na który starała się nie reagować. To był jej pierwszy dzień w przedszkolu i Soojin nie czuła się zbyt pewnie, szczególnie, że inne dzieci nie wykazały nią najmniejszego zainteresowania, w tym Jongin, który siedział obok Taemina na dużym dywanie. Za bardzo był zajęty wtedy grą planszową, w którą grał ze swoim najlepszym przyjacielem. Dopiero potem dowiedziała się, że są od niej starsi o rok, ale w tamtym momencie to nie było ważne. Jakby pchnięta przez jakąś niewidzialną siłę, oddaliła się od pani przedszkolanki i usiadła obok tej dwójki. Już wtedy wiedziała, że dobrze zrobiła. W końcu mogła wybrać towarzystwo dziewczynek siedzących całkiem niedaleko, które właśnie bawiły się domkiem dla lalek. Ale ona wybrała ten uśmiech i nie żałowała, a już na pewno nie wtedy, kiedy Taemin zaprosił ją do wspólnej zabawy, wcześniej oczywiście przedstawiając siebie i swojego przyjaciela. Soojin uśmiechnęła się nieśmiało i pomyślała, że to przedszkole wcale nie musi być takie straszne. Przynajmniej nie wtedy, gdy Taemin był blisko i mogła poczuć bijące od niego ciepło, które do dzisiaj było równie silne, jak te kilka lat temu.
- Han Soojin, masz zamiar wrócić dzisiaj do domu, czy już całkowicie zapomniałaś, że coś takiego istnieje? – usłyszała, kiedy telefon zadzwonił po raz drugi, a ona postanowiła odebrać.
Zaklęła cicho pod nosem, gdy dobiegł ją znajomy głos. Ukochana rodzicielka jak zawsze dzwoniła z innego numeru, świadoma, że jej córka nie szybko odbierze, jeśli będzie wiedziała, kto dzwoni. Nie pomyliła się.
- Przyjdę za dziesięć minut – odparła krótko.
W słuchawce nastała cisza. Soojin idąc chodnikiem obserwowała mijających ją ludzi i zastanawiała się, czy też oni muszą lub musieli męczyć się z nazbyt upartymi i troszczącymi się o nich matkami. Pewnie tak, w końcu nikogo to nie ominie. No, prawie – pomyślała.
- Gdzie byłaś całą noc i dzień?
Kolejne pytanie wydało się Soojin jeszcze bardziej upierdliwe niż zazwyczaj. Mimo wszystko postanowiła nie wybuchnąć i odpowiedziała najgrzeczniej jak potrafiła, choć i tak nie wyszło:
- Z Taeminem u niego w domu, a potem w szkole i na cudownych korepetycjach od tatusia.
- Nie bądź bezczelna.
- Nie mogę, to ode mnie silniejsze – odparła znudzona i weszła do wysokiego wieżowca, w którym znajdowało się jej mieszkanie. – Kończę. Zaraz będę na górze.
Rozłączyła się.
Minęła portiera i bez większych komplikacji weszła do jednej z trzech wind, które akurat były wolne. Po wyprowadzce ojca, matka również postanowiła zmienić miejsce zamieszkania, za które oczywiście miał płacić jej były mąż, bo przecież głupio byłoby, żeby taka dama jak ona sama na siebie zapracowała, prawda? Nieważne, że ukończyła studia i nie byłoby z tym najmniejszego problemu. Przez te wszystkie lata za bardzo się rozleniwiła, no i co pomyślałyby sobie o niej przyjaciółki z wyższych sfer? Nie wspominając już nawet, że należały one do tych kretynek, które za pieniądze swoich mężczyzn potrafiły przymknąć oko na każdą zdradę, czy też dłuższy romans. Mimo to, dla jej matki, ich zdanie i tak liczyło się najbardziej, dlatego Soojin nie poczuła się zaskoczona, kiedy okazało się, że wylądowała w jednym z tych wielkich apartamentów w centrum miasta, które i tak wielkością nawet nie mogły porównywać się do jej starego domu, znajdującym się na obrzeżach Seulu.
To było dopiero miejsce. Wybudowany na zlecenie ojca przypominał bardziej mały pałac, niż domek jednorodzinny, otoczony ze wszystkich stron rozciągającym się, bajecznym ogrodem, najpiękniej wyglądającym wiosną. Soojin była zła, że musiała się przeprowadzić. Lubiła przypisany do tamtego miejsca spokój i czas, który spędzała na werandzie czytając książki, czy też popijając zimne soki w upalne dni latem. Wtedy czuła się naprawdę szczęśliwa. Miała przy sobie Taemina i Jongina, którzy odwiedzali ją tak często, że dni nigdy nie wydawały się jej nudne. Brakowało jej tego. Tamtego domu, jak i stałej obecności tej dwójki w jej życiu. Czasami żałowała, że nie może cofnąć czasu i jeszcze raz przeżyć tych chwil na nowo. Gdyby tylko miała taką szansę, na pewno postarałaby się zapamiętać wszystko jeszcze bardziej, jak tylko byłoby to możliwe.
- Powinnaś zerwać z tym chłopakiem. Dzisiaj znowu widziałam go w telewizji. Ten jego uśmiech może chwyta za serce, ale ja potrafię dostrzec jaki jest naprawdę. On po prostu chce cię wykorzystać. Pamiętaj kogo jesteś córką i nie bądź naiwna!
Soojin ledwo weszła do środka apartamentu, a już została zaatakowana przez swoją matkę. Widać było, że przed chwilą zażywała kąpieli, bo była w szlafroku i właśnie wycierała ręcznikiem swoje długie włosy.
Ta kobieta po prostu nie może myśleć po cichu – zrozumiała, mijając ją w progu i kierując się w stronę swojego pokoju.
- Taemin nie jest moim chłopakiem, tylko przyjacielem i nie wykorzystuje mnie – rzuciła przez ramię.
- Oczywiście. Prawdopodobnie było tak jeszcze z pięć lat temu, zanim zadebiutował, ale teraz to wygląda nieco inaczej. Zastanów się nad moimi słowami.
- Zastanowię – skłamała i zamknęła za sobą drzwi, pewna, że matka nie wejdzie już dzisiaj do jej pokoju.
Rzucając swoją torbę w kąt pomieszczenia, rozsiadła się na łóżku i rozejrzała w poszukiwaniu mp3. Tak jak podejrzewała, leżała ona na półce nocnej obok książki, którą czytała od dwóch dni zaraz przed pójściem spać. Sięgnęła po nią szybko, wetknęła słuchawki w uszy i puściła pierwszą lepszą piosenkę.
No nie, pomyślała, dlaczego akurat „Wolf”?
Westchnęła niezadowolona, ale nie zmieniła piosenki. Zamiast tego zaczęła się zastanawiać, dlaczego tak w ogóle ją sobie zgrała. Pewnie z powodu Jongina – doszła do wniosku. Mimo, że stanowczo nie należała do fanek jego zespołu, to lubiła parę piosenek. Szczególnie „Angel” i „My Lady”, które ją uspokajały. Nieważne która wersja, chińska czy koreańska - obydwie były równie piękne.
Rozkładając się na łóżku, przymknęła oczy i pozwoliła sobie na chwilę odpoczynku. Jutrzejszy dzień miał być nie lepszy od dzisiejszego, a nawet gorszy. Cieszyła się, że przynajmniej rano mogła pożegnać się z Taeminem i zdołała z nim spędzić choć trochę czasu. Taka okazja jak wczoraj nie nadarzała się często, bo chłopak miał zbyt napięty grafik i ciągłe treningi. Soojin zawsze pozostawało wpaść do niego w ciągu dnia, ale jedyne na co mogłaby wtedy liczyć, to krótka rozmowa, bo chłopak zaraz by gdzieś leciał poganiany przez swojego menadżera. Zresztą nie lepiej było w przypadku Jongina. On też nie miał dla niej czasu, ale zdążyła się już do tego przyzwyczaić.
Podnosząc się z powrotem do siadu wyjęła słuchawki i rzuciła mp3 z powrotem na półkę. Musiała się wykąpać i iść spać, bo inaczej jutro nie wstanie, albo znowu spóźni się do szkoły, tym razem jednak nie przez Taemina.
Zaśmiała się cicho, przypominając sobie, jak chłopak rano zmusił Minho do podwiezienia ją pod szkołę. Soojin nie chciała tego, ale Taemin nalegał, bo przez niego zaspali. Sam by to zrobił, gdyby nie fakt, że był już spóźniony na jakiś tam wywiad w radiu, a Minho akurat miał dzień wolny i był jedynym z SHINee, którego dało się na coś takiego namówić. Jjong po prostu o siódmej rano ledwo kontaktował, a Key nawet nie myślał, żeby wyjść z łazienki, choć siedział już tam od dobrej godziny. Jeśli zaś chodziło o Jinkiego, to ten gość całkowicie odpadał. Z jakiegoś powodu nie przepadał za Soojin. Dziewczyna szybko zrozumiała, że martwił się o Taemina. Od kiedy romans Jonghyuna z pewną aktorką wyszedł na jaw i oczywiście już dawno się zakończył, lider SHINee był naprawdę czujny i pilnował, żeby nie wybuchnął kolejny skandal. Soojin nie miała mu tego za złe, bo sama uważała, że kontaktowanie się z Taeminem nie jest dobrym pomysłem, przynajmniej poza wytwórnią, ale jej przyjaciel nie mógł tego przyjąć do wiadomości i po prostu nie słuchał. Był na to zbyt uparty.
- Tutaj się rozstajemy – powiedział, kiedy stanęli przy czarnym samochodzie Minho na podziemnym parkingu. – Po mnie za chwilę przyjedzie menadżer, a ty powinnaś się już zbierać, jeśli nie chcesz się spóźnić – puścił do niej oko i uśmiechnął się słodko.
Soojin parsknęła śmiechem i tak po prostu przytuliła się do Taemina.
Wysoki brunet, który wciąż się nie poruszył, z rękoma w kieszeniach dżinsowych spodni, przyglądał się tej dwójce z nieodgadnionym uśmiechem. Pokręcił głową, kiedy Taemin przyciągnął dziewczynę bliżej siebie i zagroził w żartach, że teraz na pewno jej nie puści. Oczywiście zrobił to chwilę później, ale Soojin nie wyglądała na złą. Cieszyła się jak zawsze i uśmiechała szeroko, kiedy tylko obok był Taemin. Minho pomyślał wtedy, że chciałby mieć kogoś takiego jak ona. Kogoś, kto by po prostu czerpał radość z tego, że on jest blisko, ale nie jako idol, a Minho. Ten prawdziwy Choi Minho.
- Dobra dzieciaki! Czas się zbierać – zakomunikował i wsiadł do wozu przekręcając kluczyk w stacyjce.
Po chwili usłyszał, jak otwierają się drzwi od drugiej strony i do środka wskakuje Soojin. Dziewczyna posłała mu przemiły uśmiech i zapięła pasy.
- Młoda, przypomnij mi lepiej, gdzie ty masz tę szkołę? – zapytał poważnie.
- Oppa, nie pierwszy raz mnie tam wieziesz, więc powinieneś pamiętać – powiedziała, ale nie widząc żadnej reakcji u bruneta dodała: - To tam, gdzie chodził Taemin.
Minho skinął głową i już po chwili wyjechał z parkingu. Soojin pomachała na pożegnanie Taeminowi, po czym sięgnęła w stronę radia włączając jakąś piosenkę.
- Nie masz nic przeciwko? – zapytała, gdy już usłyszał muzykę.
- A jak myślisz?
Soojin wzruszyła ramionami.
- Pewnie nie. Ty nigdy nie masz nic przeciwko.
Minho uśmiechnął się lekko.
- To prawda.
Soojin wróciła myślami do jutrzejszego dnia i przestała wspominać poranek. Mimo że było miło, to ten czas już minął i należało się z tym pogodzić. Kiedyś Taemin z Jonginem zostawali u niej na całe noce w jej starym domu i każdy dzień wyglądał tak samo, jak ten w niedzielę wieczorem. Dużo zabawy, wspólnego oglądania filmów, długie rozmowy o niczym. Cieszyła się, gdy mogła na nowo poczuć to dziwne uczucie lekkości w obecności Taemina, ale do pełni szczęścia i tak brakowało jej Jongina, bo bez niego to już nie było to samo.
I nigdy nie będzie –
pomyślała wychodząc z pokoju.
Lekkość, przede wszystkim. Czytając to opowiadanie czuje się niebywałą lekkość i radość, widząc prawdziwą przyjaźń. Wykreowaną na potrzeby opowiadania, jednak chwytającą za serce, ponieważ każdy chciałby mieć obok siebie kogoś takiego jak Soojin.
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się ta wieloczęściówka. Przyjemna i łatwa w obyciu; napisana prostym, ale niebanalnym językiem, który naładowany jest łagodnością i wzruszeniem. Ogólnie rzecz biorąc widzę same pozytywy i bardzo się cieszę, że trafiłam na twoje bloga.
Powodzenia w dalszym pisaniu.