sobota, 11 maja 2013

Rozdział 2.








Jonghyun ocknął się nagle i gwałtownie. Nie mógł przypomnieć sobie snu, który go obudził, ale podejrzewał, że był to koszmar. Jeden z kolejnych – pomyślał z niechęcią i przewrócił się na drugi bok łóżka. Dziewczyna – nie pamiętał jej imienia – spała mocno, i na szczęście, odwrócona do niego plecami. Nawet nie próbował przypomnieć sobie kim ona jest, czy też jak znalazła się w jego pokoju. I tak pewnie widział ją po raz ostatni w życiu, dlatego też nie miał zamiaru zaprzątać sobie kimś takim głowy.
   Jjong usiadł na łóżku i rozejrzał się po pokoju. Panujący w nim bałagan był codziennością. Dawno tutaj nie sprzątał, a że od jakiegoś czasu mieszkał na własną rękę, bo rezydencja rodziców jakoś mu się znudziła, nie miał już na zawołanie żadnej gosposi, która mogłaby za niego ogarnąć cały ten bajzel. Kręcąc ze zrezygnowaniem głową, wstał w miarę cicho i poszedł do łazienki przedzierając się przez multum ciuchów porozrzucanych po podłodze. Wziął prysznic, załatwił wszystkie podstawowe potrzeby i spojrzał w odbicie lustra zawieszonego nad umywalką. Uśmiechnął się na widok, który tam zastał. Świadomy tego, jak dobrze wygląda nigdy nie wahał się przed wykorzystywaniem swojej atrakcyjności. Zazwyczaj wystarczyło skinąć głową i już większość dziewczyn latała za nim jak głupie, a nauczycielki w szkole wstanie były nawet podciągnąć ocenę o dwa stopnie, byleby tylko uszczęśliwić swojego ulubionego ucznia. Bawiło go to, czasami irytowało, ale nigdy nie potrafił przestać.
   Wrócił do pokoju. Nieznajoma ani drgnęła, czym się zbytnio nie przejął. Prawdopodobnie tyle wypiła poprzedniej nocy, że teraz będzie spała do południa. Jonghyun podejrzewał, że wyjdzie, zanim ten wróci ze szkoły, o ile wróci od razu po lekcjach. Dziewczyny takie jak ona, czyli na jedną noc, nie różniły się zbytnio od niego. Nie należały do fanek zobowiązań i znikały równie szybko, jak się pojawiały. Były wygodne i nigdy nie robiły problemów.
   Nie myśląc za wiele, przejrzał półkę nocną zaraz obok łóżka, w poszukiwaniu aspiryny. Znalazł ją i połknął trzy tabletki, mając nadzieję, że złagodzi objawy kaca. W końcu on sam nie oszczędzał się wczoraj i robił wszystko, żeby mieć po prostu dobrą zabawę. Pamiętał, że był z nim Key i strasznie się wkurzał. Po wypiciu paru drinków wciąż mu rozkazywał i mówił co ma robić. Jjong starał się zrozumieć, że jego przyjaciel może być trochę humorzasty, w końcu Taemin przez cały wczorajszy dzień zachowywał się dziwnie i nawet będąc we własnym domu, wydawało się, jakby był tam po raz pierwszy w życiu. Ale mimo wszelkim staraniom zachowania spokoju  i tak wszystko skończyło się wielką kłótnią, w wyniku której rozeszli się, a Jjong skończył z tą oto panną we własnym łóżku, nawet nie pamiętając jak nieznajoma ma na imię. Chciał tylko wierzyć, że Key nie zrobił niczego głupiego i wrócił prosto do domu. Ostatecznie do Minho, któremu by się wyżalił, a ten wysłuchałby go uważnie i może coś mu doradził, jak zawsze zresztą.
   Zarzucając na siebie pierwsze lepsze ciuchy, zaczął wychodzić z pokoju. Jeszcze raz spojrzał na dziewczynę, upewniając się, że wciąż śpi. Na szczęście nie obudziła się, dzięki czemu nie musiał z nią rozmawiać i tracić swojego cennego czasu. Już i tak był spóźniony na lekcje.
                                                                   
***
   Kim Kibum nie ukrywał irytacji. Był już na granicy i wiedział, że zaraz wybuchnie. Zachowanie Lee Taemina wcale go nie bawiło. Chłopak nie powinien siedzieć z nim teraz na ławce na szkolnym dziedzińcu i z szerokim, pełnym zadowolenia uśmiechem szkicować coś w jakimś zeszycie. Przecież on nawet nie umiał rysować! Był beztalenciem w tej dziedzinie i każdy o tym wiedział. Każdy! Dlatego też unikał kredek i wolał spędzać swój wolny czas w salach tanecznych, gdzie wszyscy co do joty mogli podziwiać jego talent. Dzięki czemu czuł się jeszcze ważniejszy i lepszy od reszty. Zupełnie tak, jakby zapomniał ile radości daje mu sam taniec. O ile jeszcze tak było.
   - Co ty wyprawiasz? – zapytał, z trudem starając się nie krzyczeć.
   Taemin nie zareagował od razu. Musiało chwilę potrwać, zanim zrozumiał, że Key mówi do niego, co niezwykle zirytowało blondyna. Kibum już od rana zauważył, że jego przyjaciel ma problemy z koncentracją i zachowaniem trzeźwego umysłu, ale teraz czuł się naprawdę wkurzony. Nie lubił, gdy inni go ignorowali. Poza tym takie zachowanie nie pasowało do Taemina. On zawsze pozostawał skupiony, choć raczej nie dawał po sobie tego poznać.
   - Rysuje – odpowiedział.
   Key przewrócił oczami. Kolejna rzecz, która z dnia na dzień zmieniła się w jego przyjacielu, to ton głosu. Nie był już przesiąknięty sarkazmem, czy też kpiną. Teraz brzmiał całkiem miło, choć niepewnie. Zupełnie tak, jakby Taemin poznał Key zaledwie wczoraj i właśnie próbował wywrzeć na nim dobre wrażenie. Bezskutecznie. Kibum wiedział, że coś się szykuję i tylko czekał, aż Taemin w końcu zdradzi mu co dokładnie, żeby ten mógł się przygotować i ewentualnie mu pomóc. A znając Taemina, znowu chodziło o jakąś bójkę, do której trzeba będzie prędzej czy później wciągnąć Jjonga i Minho, bo bez nich naprawdę trudno przyjdzie im cokolwiek wywalczyć. W końcu Onew od zawsze wolał trzymać się z boku na bezpieczną odległość i jedynie planował, jak przystało na lidera, którym stał się z wciąż niezrozumiałych dla Key powodów. Rzadko jednak było co planować. Onew po prostu wolał nie robić sobie problemów i odpuszczał, co bardzo nie podobało się Taeminowi. Najmłodszy z grupy już od paru lat robił dość sporo problemów sobie, jak i swoim wpływowym rodzicom. Bójki poza, czy też w szkole, to było coś oczywistego, jak cała reszta, do której zrobiłby lepiej, gdyby się nie przyznawał. Ale ludzie raczej bali się pytać. A powodu, dla którego Taemin wciąż robił innym na złość nikt nigdy nie poznał, nawet najbliżsi mu ludzie. Terapeuta również nie pomógł. Key sam nie rozumiał, jak to się stało, że znał tyle lat tego dzieciaka i wciąż z nim wytrzymywał. Jjong został z nim, bo lubił uczestniczyć w rozróbach, których  Taemin zawsze stawał się głównym powodem. Minho zaś chodziło chyba o opiekę i troskę, którą roztaczał nad Lee niczym prawdziwy starszy brat. Powodów dla których Onew wciąż był w ich małej grupie, Key nawet nie chciał odgadnąć, a jeśli chodziło o niego samego, to blondyn po prostu się przywiązał i tyle. Nic więcej. Polubił ludzi, którymi się otaczał i wiedział, że gdyby nagle przestał zachowywać się tak, jak dotychczas, a terroryzowanie poniektórych osób stałoby się dla niego niemożliwe, to automatycznie wyleciałby z grupy. Może nie oficjalnie, ale Taemin od razu przestałby się do niego odzywać, uznając go za zdrajcę, a Jjong całkowicie zapomniałby, że ktoś taki ja Kim Kibum istnieje. Jeśli chodziło o resztę, to Key raczej trudno było przewidzieć, jakby się zachowali. Minho na pewno pozostałby świetnym kompanem do rozmów, a Onew pomógłby zawsze, kiedy tylko Key miałby jakieś kłopoty. Ale na tym chyba koniec. Ich relacje prędzej, czy później by się urwały, a Key znalazłby nowych znajomych. Wiedział jednak, że trudno byłoby mu zastąpić ludzi, którzy byli dla niego na swój sposób wyjątkowi. Toteż starał się niczego nie zmieniać, a przynajmniej próbował. Czasami jednak nie wychodziło mu to najlepiej.
   - Rysujesz? – powtórzył przeciągle przyglądając się uważnie twarzy Taemina. Oczywiście chłopak nie patrzył mu w oczy. Od rana nawet ani razu tego nie zrobił, co było podejrzane. Wciąż uciekał od niego wzrokiem i wyglądał tak, jak zagubiony szczeniak, który zapomniał drogi do domu. To byłoby nawet zabawne, gdyby Key nie znał go wcześniej. Taemin się tak nie zachowywał. Nigdy. I o tym wiedział  akurat każdy bez wyjątku. – Czy ciebie już zupełnie pojebało?!
   Taemin widocznie zaskoczony tym nagłym pytaniem, spojrzał w końcu na Key ze strachem w oczach. Kibum nawet przez chwile pomyślał, że źle zrobił podnosząc na niego głos, szybko jednak zapomniał o tym, gdy przypomniał sobie, ile razy to Taemin darł się na wszystkich i to w o wiele gorszy sposób, jednak nikt nie miał mu tego za złe.
    - A-ale o co ci chodzi? – zapytał cicho.
   Key zmarszczył brwi. Miał ochotę wybuchnąć głośnym śmiechem. To musiał być jakiś cholerny żart, albo Taeminowi naprawdę zaczęło odbijać. Czyżby jego sumienie dało o sobie znać i młody postanowił stać się lepszym człowiekiem? To by wyjaśniało ten miły ton, dezorientacje w oczach i całą resztę.
   - Kpisz sobie, prawda?! – warknął wyrywając mu zeszyt z rąk. – Przecież ty nie umiesz ryso…
   Zamilkł i zamarł w miejscu. Nie, pomyślał, to niemożliwe…
   Zeszyt był otwarty na jednej z pierwszych, gładkich kartek. Rozmiarem nie różnił się od tych, które Key taszczył ze sobą w plecaku do szkoły. Na pierwszy rzut oka wydawał się nijaki, ale gdy człowiek już wziął go w swoje ręce, to automatycznie zapierało mu wdech w piersi.
   Pierwsza ilustracja przedstawiała autostradę nocą, która rozciągała się wzdłuż jakiegoś gęstego lasu. Obrazek wydawałby się jak każdy inny, gdyby na pierwszym planie nie widać było nadjeżdżającego z ciemności auta i jakieś dziewczyny, która stała sparaliżowana na środku jezdni, zupełnie tak, jakby nie mogła się poruszyć. Druga zaś była o wiele jaśniejsza i mniej ponura, ale równie tajemnicza. Na białej kartce naszkicowany był mężczyzna siedzący na jakimś krzesełku, ze wzrokiem skierowanym przed siebie, co dawało złudne wrażenie, jakby przyglądał się Kibumowi. Nie wyglądał on jakoś szczególnie dobrze. Był łysy, miał haczykowatym, długi nos i wydawał się równie pospolity, jak woźny w ich szkole. Ale jego oczy. One były wyjątkowe. Gdy tylko je zobaczył, z wrażenia, aż odchylił się do tyłu na oparcie ławki. Patrząc na niego, Key natychmiast przyszło do głowy określenie „przenikliwe spojrzenie”. Nic do siebie nie pasowało. Kibum miał poczucie, że ten ktoś jest bardzo stary. W jego oczach widział upływające stulecia. Tysiąclecia. Chłopak nie mógł uwierzyć, że Taemin jest wstanie narysować kogoś takiego i to jeszcze tak realistycznie. Przez moment nawet pomyślał, że nie ma do czynienia z Taeminem, a kimś innym. Kimś obcym. Szybko jednak odrzucił od siebie te absurdalne myśli  i pośpiesznie oddał przyjacielowi jego własność.
   - Zabieraj to – rozkazał.
   Taemin bez słowa wziął zeszyt i schował go głęboko do torby na ramię, którą trzymał z boku na ławce. Kibum spoglądał na niego dyskretnie i nie mógł nie zauważyć, że chłopak najwidoczniej czymś się denerwuje. Jego ruchy były szybkie, a dłonie drżały. Wydawał się czymś zaniepokojony. Key starał się udawać, że przygląda się uczniom, którzy spacerowali po dziedzińcu i nie widzi tej zmiany w zachowaniu przyjaciela.
   - No w końcu! – nagle ktoś stanął nad nimi, tym samym przesłaniając widok. – Wszędzie was szukałem!
    Kibum uniósł głowę i mruknął coś niechętnie pod nosem. Miał już serdecznie dość tego człowieka.
   Kim Jonghyun, jak zawsze pojawił się w najmniej pożądanym momencie i prawdopodobnie był zbyt tępy, żeby to zrozumieć.

***

   Natalia nie zaczęła najlepiej tego dnia i nie zapowiadało się, żeby skończyła go dobrze. Nie dość, że ledwo zasnęła zeszłej nocy, to jeszcze wspomnienia Taemina wciąż były dla niej zagadką. Czuła się beznadziejnie, nie wiedziała co robi i wciąż popełniała okropne błędy, które z jej punktu widzenia mogły wydawać się błahe, ale dla przyjaciół Taemina już takie nie były. Jedyne, co ją ratowało, to fakt, że rodzice chłopaka rzadko bywali w domu. Przynajmniej tak mówiła jakaś kobieta w fartuchu krzątająca się rano po kuchni i przygotowująca jej śniadanie. Bardzo dobre śniadanie, przez które o mały włos nie spóźniłaby się do szkoły, gdyby nie Key.
   Blond włosy chłopak wparował do wielkiej kuchni jakby nigdy nic, podszedł do stolika, przy którym siedziała i usiadł naprzeciwko patrząc na nią uważnie. Od intensywności jego spojrzenia, dziewczyna aż poczuła, że zaczyna się pocić. Nie wzięła jeszcze nawet porannego prysznica, a ten już zdążył tutaj przyjść i najzwyczajniej na świecie zaczął napastować ją wzrokiem. Natalia poczuła, jak coś przewraca się jej w żołądku i szybko straciła apetyt. Wstała od stołu i wróciła do pokoju Taemina. Key był na tyle spostrzegawczy, żeby zrozumieć, że ma za nią nie iść, bo ta chce się ubrać. Niezwłocznie więc przebiegła długi korytarz i już po chwili zaczęła wspinać się po schodach na górę do pomieszczenia, które w niczym nie przypominało normalnego pokoju należącego do nastolatka. Mimo to udawała, że wszystko jest okej, i że kolosalny rozmiar tego miejsca wcale jej nie przeszkadza. Gorzej jednak było, kiedy przyszło jej wejść do łazienki, do której prowadziły drzwi z boku.
   O nie, pomyślała, drugi raz tego nie zrobię…
   Oczywiście chodziło jej o prysznic i co za tym idzie dotykanie poniektórych części ciała Taemina, na co nie miała ochoty. W przeciągu jednego dnia musiała zmienić całkowicie swoje nastawienie do wielu  bardzo ważnych dla niej spraw i teraz czuła się tym zbyt wyczerpana, żeby znowu wystawiać swoje już i tak zszargane nerwy na próbę. W końcu, w nocy udało się jej wykąpać i była czysta, prawda? Wystarczy, że umyje zęby, twarz, ubierze coś na siebie i po kłopocie. Oczywiście wszystko to zrobi z zamkniętymi oczami i będzie bardzo ostrożna. Nie mogła inaczej.  
   - Wleczesz się! – Key niespodziewanie wszedł do łazienki, gdy Natalia właśnie zapinała guzik od spodni. Po podłodze walało się pełno ubrań, bo dziewczyna po omacku nie była wstanie kontrolować tego, co robi i wciąż  coś wypadało jej z rąk. Gdy zorientowała się, że Kibum jest z nią w łazience, a ona nadal nie ma na sobie żadnej koszulki, w przypływie paniki pisnęła zasłaniając się rękoma, dopiero po chwili przypominając sobie, że jest chłopakiem i tak naprawdę nie ma czego ukrywać. -  Teraz, to już naprawdę zaczynam się o ciebie martwić…
   Kibum popatrzył na nią przez chwilę z niedowierzaniem na twarzy, po czym pokręcił głową i wycofał się do pokoju. Natalia wzięła głęboki wdech, a potem wydech. Było coraz gorzej i ta myśl nie pozwalała jej normalnie funkcjonować. Szybko jednak wzięła się w garść. Już bez większych przeszkód sięgnęła po koszulkę, która leżała na podłodze i założyła ją na siebie. Udając, że jest dobrze, wyszła z łazienki i zarzucając swoją „nową” szkolną torbę na ramię, skierowała się na dwór. Key już nie było w jej pokoju i pewnie czekał na zewnątrz. Nie pozostało jej nic innego, jak po prostu do niego dołączyć.


 
   Ogromny gmach z zimnego szarego kamienia na tle rozciągającego się w tyle ogrodu. Natalia nigdy nawet nie pomyślałaby, że taki budynek będzie mogła kiedykolwiek nazwać domem, ale stało się i nie wypadało z tego powodu narzekać. Dwa duże, kamienne lwy siedziały przodem do dużego podjazdu, na którym już stał Key ze swoim wozem i z odpalonym silnikiem chyba czekał, aż Natalia wsiądzie do środka, i zajmie miejsce z boku kierowcy. Tak też uczyniła, choć dość niechętnie. Czerwony Kabriolet Key potrafił naprawdę onieśmielić człowieka. Szczególnie kogoś takiego jak ona. Rzadko zdarzało się, żeby widywała takie pojazdy na żywo, a jeżdżenie nimi wydawało się jej zbyt absurdalne i mało prawdopodobne.
   - Zapnij pasy. Nie mam zamiaru znowu płacić tych głupich mandatów i to tylko dlatego, że tobie najzwyczajniej na świecie się nie chce.
   Natalia posłuchała od razu i wykonała polecenie. Nie chciała robić sobie dodatkowych kłopotów, a czuła, że i tak pogrąża się coraz bardziej. Key już dawno przestał być dla niej miły. Dziewczyna podejrzewała, że blondyn instynktownie wyczuł, że coś się zmieniło, tylko nie dopuszczał jeszcze do siebie na tyle tej myśli, żeby zacząć coś w tym kierunku robić.
   - Gotowe. Możesz jechać – poinformowała, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że Taemin na pewno nigdy by  mu tak nie odpowiedział. Przynajmniej coś kazało jej tak myśleć.
   Kibum jednak wydawał się jej nawet nie słuchać. Już po chwili jechali z odsłoniętym dachem przez centrum miasta. Było naprawdę gorąco, w końcu lato zbliżało się nieubłaganie i taka pogoda pasowała jak najbardziej, choć była dość upierdliwa.
   - Przez twoje wygłupy i dziwne zachowanie pokłóciłem się wczoraj z Jonghyunem. Może być dzisiaj nie za miło, więc z łaski swojej wróć do normalności. Potrzebuje twojej pomocy, rozumiesz?
   Natalia starała się skupić całą swoją uwagę na jezdni, która nie kojarzyła jej się z niczym dobrym. Mijające ich  samochody wprawiały ją w niepokój, a hałas silników i rur spalinowych nie poprawiał ani trochę nastroju. Mimo to słuchała Kibuma bardzo uważnie.
    - Postaram się – odpowiedziała krótko.
   Key skinął głową i jechał dalej. Do końca drogi nie zamienili ze sobą już ani słowa. A dla Natalii po raz pierwszy w życiu milczenie, wydało się mniej krępujące od rozmowy.



   Natalia, jak na przeciętnego ucznia przystało, nigdy nie przepadała za szkołą. Będąc w niej czuła się, jakby znalazła się na polu minowym. Każdy ruch był czymś niezwykle wyczerpującym i wymagał wiele ryzyka. Nic nie działo się przypadkowo, a ona z dnia na dzień traciła coraz więcej zapału i chęci, żeby codziennie stawiać czoła koszmarnej matematyce, czy też wrednej Alicji Nowak z drugiej klasy, która po prostu się na niej uwzięła. Mimo to zaciskała zęby i jakoś sobie radziła.
   W końcu, przypominała sobie, to tylko parę lat i koniec, prawda? Liceum nie może trwać wiecznie…
   Mimo wszystko jej szkoła w porównaniu z tą, do której uczęszczał Lee Taemin, była niczym szczególnym. Różniła się we wszystkim. Począwszy od rozmiaru budynku i jego nowoczesnego wyposażenia, a skończywszy na uczniach, którzy do biednych na pewno nie należeli. Natalia z jednej strony poczuła ulgę, a z drugiej niepokój, gdy Key zaparkował na parkingu szkolnym pośród równie drogich i rzucających się w oczy pojazdów. Przynajmniej nie wyróżniamy się aż tak bardzo – pomyślała, żeby zaraz przekonać się, że jest wręcz przeciwnie.
   Korytarze szkolne były pełne od uczniów, którzy różnili się od siebie pod paroma względami. Każdy jednak bez wyjątku posyłał w jej i Key stronę zaciekawione spojrzenia. Niektórzy nawet witali się ochoczo, ale Kibum nie wydał się nimi zbytnio zainteresowany, dlatego też Natalia starała się pozostać obojętna. Blond włosy chłopak brnął przed siebie w bliżej nieznanym jej kierunku. Podejrzewała, że idą do klasy na lekcje, ale zmieniła zdanie, kiedy zatrzymali się pod jedną z szafek obok jakichś dziewczyn. Natalia pomyślała, że ta szkoła urządzona jest pod amerykańską modłę, bo wizualnie bardzo przypominała te z seriali dla nastolatek, które oglądała, gdy była młodsza.       
   - Key! – usłyszała znajomy głos.
   Drgnęła i cofnęła się mimowolnie o krok do tyłu, gdy jakaś niezidentyfikowana przez nią istota odwróciła się do nich przodem i rzuciła Kibumowi na szyje. Chłopak odwzajemnił uścisk i – o dziwo – uśmiechnął się do niej. Natalia, jak w transie przyglądała się tej dwójce i przysłuchiwała temu, co mówią. Ładna dziewczyna w krótkiej spódniczce z toną niepotrzebnego makijażu na twarzy, mogła być w tym samym wzroście, co ona, gdy była we własnym ciele. Poza tym wydała się jej całkiem znajoma. Nim się spostrzegła, a już przypomniała sobie, że to Sulli. Koleżanka Taemina z dzieciństwa. Dobra, choć naiwna i czasami zbyt impulsywna z wciąż nieschodzącym uśmiechem na twarzy, i przyjazna dla każdego, kto tylko ją pozna. Szybko jednak straciła nią zainteresowanie, kiedy obok pojawił się kolejna dziewczyna.
   - Cześć, Taemin – przywitała się.
   - Cześć – odpowiedziała mimochodem.
   Nieznajoma miała czarne proste włosy, które długimi pasmami spływały na szczupłe plecy i całkiem miłe spojrzenie. Ubrana była w jakieś dżinsy i podkoszulek. Na twarzy miała dyskretny makijaż i wydawała się całkiem słodka. Natalia wiedziała, że skądś ją zna. Nie minęła chwila, a coś z tyłu głowy podpowiedziało jej, że to Krystal. Dziewczyna, która od jakiegoś czasu interesowała się Lee Taeminem w ten szczególny sposób, nie zdając sobie sprawy w co się pakuję.
   - Co robisz w ten weekend? – zapytała.
   Natalia popatrzała na nią przez chwile. W jednym momencie wszystko dookoła przestało mieć znaczenie. Wiedziała, że znajduję się w sytuacji, której po prostu nie może spartolić. Była facetem, znaczy była dziewczyną w ciele faceta i jakaś przemiła panienka proponowała jej randkę. Natalia rozumiała aż za dobrze, jak to działa. Jako zdrowy osobnik płci przeciwnej powinna się teraz uśmiechnąć do niej, powiedzieć coś, co przyprawi Krystal o rumieniec i sprawić, żeby nie mogła zapomnieć o Lee Taeminie do końca tego dnia. Mimo to, naprawdę nie wiedziała, co takiego może powiedzieć, żeby przyprawić koleżankę o szybsze bicie serca. W końcu sama była dziewczyną. Mogła wiedzieć, co powinna zrobić, ale na tym przedstawienie się kończyło. Nie mogła podrywać Krystal. To wydawało się jej… niezdrowe.  
   - Nie wiem – mruknęła i skupiła swój wzrok na koszu na śmieci stojącym naprzeciwko. Nie mogła zlekceważyć uczucia, które podpowiadało jej, że Key właśnie gromi ją wzrokiem i prawdopodobnie ma wielką ochotę, żeby jej przywalić.
   - Taemin chciał powiedzieć, że z przyjemnością pójdzie z tobą do kina – odezwał się niespodziewanie blondyn i uśmiechnął promiennie do zakłopotanej Krystal, po czym złapał Natalię za nadgarstek i żegnając się pośpiesznie z koleżankami ruszył w stronę klas.
   - Miałeś zachowywać się normalnie – warknął nawet się nie zatrzymując.
   Natalia ledwo za nim nadążała i mimo, że chciała wyrwać rękę z tego mało przyjemnego uścisku, postanowiła, że zrobi lepiej, jak odpuści.
   - Robię to – odpowiedziała pewnie. - Po prostu nie mam ochoty nigdzie z nią iść.
   - Jeszcze wczoraj byłeś innego zdania. To nie ja założyłem się z Jjongiem, który prędzej ją zaliczy – Key mówił jadowitym głosem.
   Natalia zamrugała oczami i zatrzymała się w końcu wyrywając rękę z silnego uścisku.
   - Co powiedziałeś? – zapytała.
   Key odwrócił się do niej przodem i zjechał nieprzyjemnym spojrzeniem od góry do dołu.
   - Krystal, to przyjaciółka Sulli, a Sulli jest dla nas jak siostra, gdybyś zapomniał. Robiąc coś Krystal, równocześnie zranisz Sulli, ale raczej mało cię to obchodzi, prawda?
   Natalii trudno było znaleźć poprawną odpowiedź. Dziewczyna na pewno nie miała zamiaru nikogo „zaliczać”, ale widocznie Taemin miał inne plany. Ta rozmowa była zbyt trudna, żeby zakończyć ją w właściwy sposób.
   - Zmieniłem zdanie. Ona mnie nie obchodzi, a Jjong może robić co chce, to jego sprawa.
   Twarz Key złagodniała nagle. Chłopak popatrzył na nią przez chwilę jakby niedowierzał.
   - Ty odpuszczasz? – bardziej stwierdził niż zapytał.
   - Na to wygląda.
    


     Reszta dnia minęła jej w miarę przyjemnie, chyba. Lekcje wydawały się jej proste i zrozumiałe. Taemin prawdopodobnie musiał być dobrym uczniem, bo nawet matematyka przestała jej sprawiać trudności. Naprawdę bała się, że nigdy nie przypomni sobie kim jest człowiek, w ciele którego się znajdowała, ale niektóre czynności wykonywała wręcz automatycznie. Cieszył ją to, szczególnie, że własne umiejętności także zachowała. Zeszyt, który znalazła pusty w jednej z szuflad w pokoju Taemina wykorzystała do rysowania. Chciała stworzyć pewnego rodzaju pamiętnik, w którym już wczoraj w nocy zaczęła szkicować. Jej rysunki, jak zawsze były bardzo dobrze dopracowane. Jeśli Natalia mogła być w życiu chociaż jednego pewna, to był tym jej talent. Już od najmłodszych lat zdradzała przeogromne zdolności plastyczne, które zaskakiwały nie jednego dorosłego człowieka. Na kartce papieru przy pomocy zwykłego ołówka potrafiła utrwalić dowolne zdarzenie i z wiekiem przychodziło jej to coraz łatwiej. Lubiła te zajęcie i oddawała się mu całym sercem.
   Nigdy nawet nie pomyślałaby, że te małe hobby może jej w jakikolwiek sposób zaszkodzić. Siedząc na jednej z przerw na ławce, na wielkim dziedzińcu szkoły, nie przejmowała się tym, że obok niej znajdował się Key i widział dokładnie to, co robi. Tak bardzo cieszyła się swoim zajęciem, że całkowicie zapomniała o bardzo ważnej rzeczy. Przecież Taemin nie musiał umieć rysować. Mógł być skończonym beztalenciem, a jej nieprzeciętne rysunki nie powinny należeć do człowieka, który od kredek raczej trzymał się z daleka. Uświadomiła to sobie dopiero, kiedy Key wyrwał jej z rąk zeszyt i zaczął oglądać to, co stworzyła. 
   Natalia nie miała nic przeciwko temu. Dość często zdarzało się, że inni podziwiali jej rysunki, ale tym razem sytuacja prezentowała się nieco inaczej. Z każdą nową chwilą wyraz twarzy Key wyrażał coraz to większe zdumienie, a gdy jego wzrok zatrzymał się na rysunku, który przedstawiał Ambrożego, już całkowicie wydawało się, że chłopak stracił kontakt z rzeczywistością. Natalia chciała mu zabrać zeszyt, w końcu nie powinien widzieć jej anioła, nawet jeśli to był tylko jego rysunek. Kiedy już przymierzała się do odebrania mu swojej własności, Key tak po prostu oddał jej zeszyt.
    - Zabieraj to – usłyszała.
   Pośpiesznie więc zabrała zeszyt i schowała go do swojej torby. Wiedziała, że po raz kolejny zrobiła coś niedopuszczalnego, i że musi skontaktować się jak najszybciej z Ambrożym. On jedyny mógł jej pomóc w tej beznadziejnej sytuacji.
   Niestety nie było jej to dane, bo już po chwili zjawił się Jjong, co raczej nie spodobało się Kibumowi.
   - Czego chcesz, imbecylu? – zapytał, mierząc go wrogim spojrzeniem.
   Natalia przewróciła oczami. Po wczorajszym, pełnym idiotycznych uwag dniu, miała już serdecznie dość tej dwójki.
  
   

***

2 komentarze:

  1. Pierw co zrobiłam to spojrzałam na długość i : kurwa.
    Jestem chora, jak ja to przeczytam, ale dobra. Biorę się do roboty.
    Czytam, czytam i... kiedy ja skończyłam?
    ZAJEBISTE *O*
    Cudowne to jest. Ta tematyka tak strasznie mi się podoba!
    Hwaiting ~! Czekam na c.d. ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm... czuję się tak jakbym czytała fanfica o Shinee (i f(x)) bez Shinee (i F(x))... Ciągle czytając ich imiona mam przed oczami prawdziwego Minho, Key, Onew czy Jjonga, ale Twoi bohaterowie nawet trochę nie są do nich podobni.
    Ogólnie pomysł jest bardzo fajny, wykonanie także super, ale moim zdaniem byłoby dużo lepiej gdyby w opowiadaniu nie było Shinee, tylko jacyś zwykli, fikcyjni bogacze. Nie bardzo rozumiem sens pisania fanfica (bo to fanfic, prawda?) o kimś, kogo w nim nie ma...

    OdpowiedzUsuń