Jonghyun ocknął się nagle i
gwałtownie. Nie mógł przypomnieć sobie snu, który go obudził, ale podejrzewał,
że był to koszmar. Jeden z kolejnych – pomyślał z niechęcią i przewrócił się na
drugi bok łóżka. Dziewczyna – nie pamiętał jej imienia – spała mocno, i na
szczęście, odwrócona do niego plecami. Nawet nie próbował przypomnieć sobie kim
ona jest, czy też jak znalazła się w jego pokoju. I tak pewnie widział ją po
raz ostatni w życiu, dlatego też nie miał zamiaru zaprzątać sobie kimś takim
głowy.
Jjong usiadł na łóżku i rozejrzał się po
pokoju. Panujący w nim bałagan był codziennością. Dawno tutaj nie sprzątał, a
że od jakiegoś czasu mieszkał na własną rękę, bo rezydencja rodziców jakoś mu
się znudziła, nie miał już na zawołanie żadnej gosposi, która mogłaby za niego
ogarnąć cały ten bajzel. Kręcąc ze zrezygnowaniem głową, wstał w miarę cicho i
poszedł do łazienki przedzierając się przez multum ciuchów porozrzucanych po
podłodze. Wziął prysznic, załatwił wszystkie podstawowe potrzeby i spojrzał w
odbicie lustra zawieszonego nad umywalką. Uśmiechnął się na widok, który tam
zastał. Świadomy tego, jak dobrze wygląda nigdy nie wahał się przed
wykorzystywaniem swojej atrakcyjności. Zazwyczaj wystarczyło skinąć głową i już
większość dziewczyn latała za nim jak głupie, a nauczycielki w szkole wstanie
były nawet podciągnąć ocenę o dwa stopnie, byleby tylko uszczęśliwić swojego
ulubionego ucznia. Bawiło go to, czasami irytowało, ale nigdy nie potrafił
przestać.
Wrócił do pokoju. Nieznajoma ani drgnęła,
czym się zbytnio nie przejął. Prawdopodobnie tyle wypiła poprzedniej nocy, że
teraz będzie spała do południa. Jonghyun podejrzewał, że wyjdzie, zanim ten
wróci ze szkoły, o ile wróci od razu po lekcjach. Dziewczyny takie jak ona,
czyli na jedną noc, nie różniły się zbytnio od niego. Nie należały do fanek
zobowiązań i znikały równie szybko, jak się pojawiały. Były wygodne i nigdy nie
robiły problemów.
Nie myśląc za wiele, przejrzał półkę nocną
zaraz obok łóżka, w poszukiwaniu aspiryny. Znalazł ją i połknął trzy tabletki,
mając nadzieję, że złagodzi objawy kaca. W końcu on sam nie oszczędzał się
wczoraj i robił wszystko, żeby mieć po prostu dobrą zabawę. Pamiętał, że był z
nim Key i strasznie się wkurzał. Po wypiciu paru drinków wciąż mu rozkazywał i
mówił co ma robić. Jjong starał się zrozumieć, że jego przyjaciel może być
trochę humorzasty, w końcu Taemin przez cały wczorajszy dzień zachowywał się dziwnie
i nawet będąc we własnym domu, wydawało się, jakby był tam po raz pierwszy w
życiu. Ale mimo wszelkim staraniom zachowania spokoju i tak wszystko skończyło się wielką kłótnią, w
wyniku której rozeszli się, a Jjong skończył z tą oto panną we własnym łóżku,
nawet nie pamiętając jak nieznajoma ma na imię. Chciał tylko wierzyć, że Key
nie zrobił niczego głupiego i wrócił prosto do domu. Ostatecznie do Minho,
któremu by się wyżalił, a ten wysłuchałby go uważnie i może coś mu doradził,
jak zawsze zresztą.
Zarzucając na siebie pierwsze lepsze ciuchy, zaczął wychodzić z pokoju.
Jeszcze raz spojrzał na dziewczynę, upewniając się, że wciąż śpi. Na szczęście
nie obudziła się, dzięki czemu nie musiał z nią rozmawiać i tracić swojego
cennego czasu. Już i tak był spóźniony na lekcje.
***
Kim Kibum nie ukrywał irytacji. Był już na
granicy i wiedział, że zaraz wybuchnie. Zachowanie Lee Taemina wcale go nie
bawiło. Chłopak nie powinien siedzieć z nim teraz na ławce na szkolnym
dziedzińcu i z szerokim, pełnym zadowolenia uśmiechem szkicować coś w jakimś
zeszycie. Przecież on nawet nie umiał rysować! Był beztalenciem w tej
dziedzinie i każdy o tym wiedział. Każdy! Dlatego też unikał kredek i wolał
spędzać swój wolny czas w salach tanecznych, gdzie wszyscy co do joty mogli
podziwiać jego talent. Dzięki czemu czuł się jeszcze ważniejszy i lepszy od
reszty. Zupełnie tak, jakby zapomniał ile radości daje mu sam taniec. O ile
jeszcze tak było.
- Co ty wyprawiasz? – zapytał, z trudem
starając się nie krzyczeć.
Taemin nie zareagował od razu. Musiało
chwilę potrwać, zanim zrozumiał, że Key mówi do niego, co niezwykle zirytowało
blondyna. Kibum już od rana zauważył, że jego przyjaciel ma problemy z
koncentracją i zachowaniem trzeźwego umysłu, ale teraz czuł się naprawdę
wkurzony. Nie lubił, gdy inni go ignorowali. Poza tym takie zachowanie nie
pasowało do Taemina. On zawsze pozostawał skupiony, choć raczej nie dawał po
sobie tego poznać.
- Rysuje – odpowiedział.
Key przewrócił oczami. Kolejna rzecz, która
z dnia na dzień zmieniła się w jego przyjacielu, to ton głosu. Nie był już
przesiąknięty sarkazmem, czy też kpiną. Teraz brzmiał całkiem miło, choć
niepewnie. Zupełnie tak, jakby Taemin poznał Key zaledwie wczoraj i właśnie
próbował wywrzeć na nim dobre wrażenie. Bezskutecznie. Kibum wiedział, że coś
się szykuję i tylko czekał, aż Taemin w końcu zdradzi mu co dokładnie, żeby ten
mógł się przygotować i ewentualnie mu pomóc. A znając Taemina, znowu chodziło o
jakąś bójkę, do której trzeba będzie prędzej czy później wciągnąć Jjonga i
Minho, bo bez nich naprawdę trudno przyjdzie im cokolwiek wywalczyć. W końcu
Onew od zawsze wolał trzymać się z boku na bezpieczną odległość i jedynie
planował, jak przystało na lidera, którym stał się z wciąż niezrozumiałych dla
Key powodów. Rzadko jednak było co planować. Onew po prostu wolał nie robić
sobie problemów i odpuszczał, co bardzo nie podobało się Taeminowi. Najmłodszy
z grupy już od paru lat robił dość sporo problemów sobie, jak i swoim wpływowym
rodzicom. Bójki poza, czy też w szkole, to było coś oczywistego, jak cała
reszta, do której zrobiłby lepiej, gdyby się nie przyznawał. Ale ludzie raczej
bali się pytać. A powodu, dla którego Taemin wciąż robił innym na złość nikt
nigdy nie poznał, nawet najbliżsi mu ludzie. Terapeuta również nie pomógł. Key
sam nie rozumiał, jak to się stało, że znał tyle lat tego dzieciaka i wciąż z
nim wytrzymywał. Jjong został z nim, bo lubił uczestniczyć w rozróbach, których
Taemin zawsze stawał się głównym
powodem. Minho zaś chodziło chyba o opiekę i troskę, którą roztaczał nad Lee
niczym prawdziwy starszy brat. Powodów dla których Onew wciąż był w ich małej
grupie, Key nawet nie chciał odgadnąć, a jeśli chodziło o niego samego, to
blondyn po prostu się przywiązał i tyle. Nic więcej. Polubił ludzi, którymi się
otaczał i wiedział, że gdyby nagle przestał zachowywać się tak, jak dotychczas,
a terroryzowanie poniektórych osób stałoby się dla niego niemożliwe, to
automatycznie wyleciałby z grupy. Może nie oficjalnie, ale Taemin od razu
przestałby się do niego odzywać, uznając go za zdrajcę, a Jjong całkowicie
zapomniałby, że ktoś taki ja Kim Kibum istnieje. Jeśli chodziło o resztę, to
Key raczej trudno było przewidzieć, jakby się zachowali. Minho na pewno
pozostałby świetnym kompanem do rozmów, a Onew pomógłby zawsze, kiedy tylko Key
miałby jakieś kłopoty. Ale na tym chyba koniec. Ich relacje prędzej, czy
później by się urwały, a Key znalazłby nowych znajomych. Wiedział jednak, że
trudno byłoby mu zastąpić ludzi, którzy byli dla niego na swój sposób
wyjątkowi. Toteż starał się niczego nie zmieniać, a przynajmniej
próbował. Czasami jednak nie wychodziło mu to najlepiej.
- Rysujesz? – powtórzył przeciągle
przyglądając się uważnie twarzy Taemina. Oczywiście chłopak nie patrzył mu w
oczy. Od rana nawet ani razu tego nie zrobił, co było podejrzane. Wciąż uciekał
od niego wzrokiem i wyglądał tak, jak zagubiony szczeniak, który zapomniał
drogi do domu. To byłoby nawet zabawne, gdyby Key nie znał go wcześniej. Taemin
się tak nie zachowywał. Nigdy. I o tym wiedział akurat każdy bez wyjątku. – Czy ciebie już
zupełnie pojebało?!
Taemin widocznie zaskoczony tym nagłym
pytaniem, spojrzał w końcu na Key ze strachem w oczach. Kibum nawet przez
chwile pomyślał, że źle zrobił podnosząc na niego głos, szybko jednak zapomniał
o tym, gdy przypomniał sobie, ile razy to Taemin darł się na wszystkich i to w
o wiele gorszy sposób, jednak nikt nie miał mu tego za złe.
- A-ale o co ci chodzi? – zapytał cicho.
Key zmarszczył brwi. Miał ochotę wybuchnąć
głośnym śmiechem. To musiał być jakiś cholerny żart, albo Taeminowi naprawdę
zaczęło odbijać. Czyżby jego sumienie dało o sobie znać i młody postanowił stać
się lepszym człowiekiem? To by wyjaśniało ten miły ton, dezorientacje w oczach
i całą resztę.
- Kpisz sobie, prawda?! – warknął wyrywając
mu zeszyt z rąk. – Przecież ty nie umiesz ryso…
Zamilkł i zamarł w miejscu. Nie, pomyślał,
to niemożliwe…
Zeszyt był otwarty na jednej z pierwszych,
gładkich kartek. Rozmiarem nie różnił się od tych, które Key taszczył ze sobą w
plecaku do szkoły. Na pierwszy rzut oka wydawał się nijaki, ale gdy człowiek
już wziął go w swoje ręce, to automatycznie zapierało mu wdech w piersi.
Pierwsza ilustracja przedstawiała autostradę
nocą, która rozciągała się wzdłuż jakiegoś gęstego lasu. Obrazek wydawałby się
jak każdy inny, gdyby na pierwszym planie nie widać było nadjeżdżającego z
ciemności auta i jakieś dziewczyny, która stała sparaliżowana na środku jezdni,
zupełnie tak, jakby nie mogła się poruszyć. Druga zaś była o wiele jaśniejsza i
mniej ponura, ale równie tajemnicza. Na białej kartce naszkicowany był
mężczyzna siedzący na jakimś krzesełku, ze wzrokiem skierowanym przed siebie,
co dawało złudne wrażenie, jakby przyglądał się Kibumowi. Nie wyglądał on jakoś
szczególnie dobrze. Był łysy, miał haczykowatym, długi nos i wydawał się równie
pospolity, jak woźny w ich szkole. Ale jego oczy. One były wyjątkowe. Gdy tylko
je zobaczył, z wrażenia, aż odchylił się do tyłu na oparcie ławki. Patrząc na
niego, Key natychmiast przyszło do głowy określenie „przenikliwe spojrzenie”. Nic
do siebie nie pasowało. Kibum miał poczucie, że ten ktoś jest bardzo stary. W
jego oczach widział upływające stulecia. Tysiąclecia. Chłopak nie mógł
uwierzyć, że Taemin jest wstanie narysować kogoś takiego i to jeszcze tak realistycznie.
Przez moment nawet pomyślał, że nie ma do czynienia z Taeminem, a kimś innym.
Kimś obcym. Szybko jednak odrzucił od siebie te absurdalne myśli i pośpiesznie oddał przyjacielowi jego
własność.
- Zabieraj to – rozkazał.
Taemin bez słowa wziął zeszyt i schował go
głęboko do torby na ramię, którą trzymał z boku na ławce. Kibum spoglądał na
niego dyskretnie i nie mógł nie zauważyć, że chłopak najwidoczniej czymś się
denerwuje. Jego ruchy były szybkie, a dłonie drżały. Wydawał się czymś
zaniepokojony. Key starał się udawać, że przygląda się uczniom, którzy
spacerowali po dziedzińcu i nie widzi tej zmiany w zachowaniu przyjaciela.
- No w końcu! – nagle ktoś stanął nad nimi,
tym samym przesłaniając widok. – Wszędzie was szukałem!
Kibum
uniósł głowę i mruknął coś niechętnie pod nosem. Miał już serdecznie dość tego
człowieka.
Kim Jonghyun, jak zawsze pojawił się w
najmniej pożądanym momencie i prawdopodobnie był zbyt tępy, żeby to zrozumieć.
***
Natalia nie zaczęła najlepiej tego dnia i
nie zapowiadało się, żeby skończyła go dobrze. Nie dość, że ledwo zasnęła
zeszłej nocy, to jeszcze wspomnienia Taemina wciąż były dla niej zagadką. Czuła
się beznadziejnie, nie wiedziała co robi i wciąż popełniała okropne błędy,
które z jej punktu widzenia mogły wydawać się błahe, ale dla przyjaciół Taemina
już takie nie były. Jedyne, co ją ratowało, to fakt, że rodzice chłopaka rzadko
bywali w domu. Przynajmniej tak mówiła jakaś kobieta w fartuchu krzątająca się
rano po kuchni i przygotowująca jej śniadanie. Bardzo dobre śniadanie, przez
które o mały włos nie spóźniłaby się do szkoły, gdyby nie Key.
Blond włosy chłopak wparował do wielkiej
kuchni jakby nigdy nic, podszedł do stolika, przy którym siedziała i usiadł
naprzeciwko patrząc na nią uważnie. Od intensywności jego spojrzenia,
dziewczyna aż poczuła, że zaczyna się pocić. Nie wzięła jeszcze nawet porannego
prysznica, a ten już zdążył tutaj przyjść i najzwyczajniej na świecie zaczął
napastować ją wzrokiem. Natalia poczuła, jak coś przewraca się jej w żołądku i
szybko straciła apetyt. Wstała od stołu i wróciła do pokoju Taemina. Key był na
tyle spostrzegawczy, żeby zrozumieć, że ma za nią nie iść, bo ta chce się
ubrać. Niezwłocznie więc przebiegła długi korytarz i już po chwili zaczęła
wspinać się po schodach na górę do pomieszczenia, które w niczym nie
przypominało normalnego pokoju należącego do nastolatka. Mimo to udawała, że
wszystko jest okej, i że kolosalny rozmiar tego miejsca wcale jej nie
przeszkadza. Gorzej jednak było, kiedy przyszło jej wejść do łazienki, do
której prowadziły drzwi z boku.
O nie, pomyślała, drugi raz tego nie zrobię…
Oczywiście chodziło jej o prysznic i co za
tym idzie dotykanie poniektórych części ciała Taemina, na co nie miała ochoty.
W przeciągu jednego dnia musiała zmienić całkowicie swoje nastawienie do wielu bardzo ważnych dla niej spraw i teraz czuła
się tym zbyt wyczerpana, żeby znowu wystawiać swoje już i tak zszargane nerwy
na próbę. W końcu, w nocy udało się jej wykąpać i była czysta, prawda?
Wystarczy, że umyje zęby, twarz, ubierze coś na siebie i po kłopocie.
Oczywiście wszystko to zrobi z zamkniętymi oczami i będzie bardzo ostrożna. Nie
mogła inaczej.
- Wleczesz się! – Key niespodziewanie wszedł
do łazienki, gdy Natalia właśnie zapinała guzik od spodni. Po podłodze walało
się pełno ubrań, bo dziewczyna po omacku nie była wstanie kontrolować tego, co
robi i wciąż coś wypadało jej z rąk. Gdy
zorientowała się, że Kibum jest z nią w łazience, a ona nadal nie ma na sobie
żadnej koszulki, w przypływie paniki pisnęła zasłaniając się rękoma, dopiero po
chwili przypominając sobie, że jest chłopakiem i tak naprawdę nie ma czego
ukrywać. - Teraz, to już naprawdę
zaczynam się o ciebie martwić…
Kibum popatrzył na nią przez chwilę z
niedowierzaniem na twarzy, po czym pokręcił głową i wycofał się do pokoju.
Natalia wzięła głęboki wdech, a potem wydech. Było coraz gorzej i ta myśl nie
pozwalała jej normalnie funkcjonować. Szybko jednak wzięła się w garść. Już bez
większych przeszkód sięgnęła po koszulkę, która leżała na podłodze i założyła
ją na siebie. Udając, że jest dobrze, wyszła z łazienki i zarzucając swoją
„nową” szkolną torbę na ramię, skierowała się na dwór. Key już nie było w jej
pokoju i pewnie czekał na zewnątrz. Nie pozostało jej nic innego, jak po prostu
do niego dołączyć.
Ogromny gmach z zimnego szarego kamienia na
tle rozciągającego się w tyle ogrodu. Natalia nigdy nawet nie pomyślałaby, że
taki budynek będzie mogła kiedykolwiek nazwać domem, ale stało się i nie
wypadało z tego powodu narzekać. Dwa duże, kamienne lwy siedziały przodem do dużego podjazdu,
na którym już stał Key ze swoim wozem i z odpalonym silnikiem chyba czekał, aż
Natalia wsiądzie do środka, i zajmie miejsce z boku kierowcy. Tak też uczyniła,
choć dość niechętnie. Czerwony Kabriolet Key potrafił naprawdę onieśmielić
człowieka. Szczególnie kogoś takiego jak ona. Rzadko zdarzało się, żeby widywała
takie pojazdy na żywo, a jeżdżenie nimi wydawało się jej zbyt absurdalne i mało
prawdopodobne.
- Zapnij pasy. Nie mam zamiaru znowu płacić
tych głupich mandatów i to tylko dlatego, że tobie najzwyczajniej na świecie
się nie chce.
Natalia posłuchała od razu i wykonała
polecenie. Nie chciała robić sobie dodatkowych kłopotów, a czuła, że i tak
pogrąża się coraz bardziej. Key już dawno przestał być dla niej miły.
Dziewczyna podejrzewała, że blondyn instynktownie wyczuł, że coś się zmieniło,
tylko nie dopuszczał jeszcze do siebie na tyle tej myśli, żeby zacząć coś w tym
kierunku robić.
- Gotowe. Możesz jechać – poinformowała,
dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że Taemin na pewno nigdy by mu tak nie odpowiedział. Przynajmniej coś
kazało jej tak myśleć.
Kibum jednak wydawał się jej nawet nie
słuchać. Już po chwili jechali z odsłoniętym dachem przez centrum miasta. Było
naprawdę gorąco, w końcu lato zbliżało się nieubłaganie i taka pogoda pasowała
jak najbardziej, choć była dość upierdliwa.
- Przez twoje wygłupy i dziwne zachowanie
pokłóciłem się wczoraj z Jonghyunem. Może być dzisiaj nie za miło, więc z łaski
swojej wróć do normalności. Potrzebuje twojej pomocy, rozumiesz?
Natalia starała się skupić całą swoją uwagę
na jezdni, która nie kojarzyła jej się z niczym dobrym. Mijające ich samochody wprawiały ją w niepokój, a hałas
silników i rur spalinowych nie poprawiał ani trochę nastroju. Mimo to słuchała
Kibuma bardzo uważnie.
- Postaram się – odpowiedziała krótko.
Key skinął głową i jechał dalej. Do końca
drogi nie zamienili ze sobą już ani słowa. A dla Natalii po raz pierwszy w
życiu milczenie, wydało się mniej krępujące od rozmowy.
Natalia, jak na przeciętnego ucznia
przystało, nigdy nie przepadała za szkołą. Będąc w niej czuła się, jakby
znalazła się na polu minowym. Każdy ruch był czymś niezwykle wyczerpującym i
wymagał wiele ryzyka. Nic nie działo się przypadkowo, a ona z dnia na dzień
traciła coraz więcej zapału i chęci, żeby codziennie stawiać czoła koszmarnej
matematyce, czy też wrednej Alicji Nowak z drugiej klasy, która po prostu się
na niej uwzięła. Mimo to zaciskała zęby i jakoś sobie radziła.
W końcu, przypominała sobie, to tylko parę
lat i koniec, prawda? Liceum nie może trwać wiecznie…
Mimo wszystko jej szkoła w porównaniu z tą,
do której uczęszczał Lee Taemin, była niczym szczególnym. Różniła się we
wszystkim. Począwszy od rozmiaru budynku i jego nowoczesnego wyposażenia, a
skończywszy na uczniach, którzy do biednych na pewno nie należeli. Natalia z
jednej strony poczuła ulgę, a z drugiej niepokój, gdy Key zaparkował na
parkingu szkolnym pośród równie drogich i rzucających się w oczy pojazdów.
Przynajmniej nie wyróżniamy się aż tak bardzo – pomyślała, żeby zaraz przekonać
się, że jest wręcz przeciwnie.
Korytarze szkolne były pełne od uczniów,
którzy różnili się od siebie pod paroma względami. Każdy jednak bez wyjątku
posyłał w jej i Key stronę zaciekawione spojrzenia. Niektórzy nawet witali się
ochoczo, ale Kibum nie wydał się nimi zbytnio zainteresowany, dlatego też
Natalia starała się pozostać obojętna. Blond włosy chłopak brnął przed siebie w
bliżej nieznanym jej kierunku. Podejrzewała, że idą do klasy na lekcje, ale
zmieniła zdanie, kiedy zatrzymali się pod jedną z szafek obok jakichś
dziewczyn. Natalia pomyślała, że ta szkoła urządzona jest pod amerykańską
modłę, bo wizualnie bardzo przypominała te z seriali dla nastolatek, które
oglądała, gdy była młodsza.
- Key! – usłyszała znajomy głos.
Drgnęła i cofnęła się mimowolnie o krok do
tyłu, gdy jakaś niezidentyfikowana przez nią istota odwróciła się do nich
przodem i rzuciła Kibumowi na szyje. Chłopak odwzajemnił uścisk i – o dziwo –
uśmiechnął się do niej. Natalia, jak w transie przyglądała się tej dwójce i
przysłuchiwała temu, co mówią. Ładna dziewczyna w krótkiej spódniczce z toną niepotrzebnego
makijażu na twarzy, mogła być w tym samym wzroście, co ona, gdy była we własnym
ciele. Poza tym wydała się jej całkiem znajoma. Nim się spostrzegła, a już
przypomniała sobie, że to Sulli. Koleżanka Taemina z dzieciństwa. Dobra, choć
naiwna i czasami zbyt impulsywna z wciąż nieschodzącym uśmiechem na twarzy, i
przyjazna dla każdego, kto tylko ją pozna. Szybko jednak straciła nią
zainteresowanie, kiedy obok pojawił się kolejna dziewczyna.
- Cześć, Taemin – przywitała się.
- Cześć – odpowiedziała mimochodem.
Nieznajoma miała czarne proste włosy, które
długimi pasmami spływały na szczupłe plecy i całkiem miłe spojrzenie. Ubrana
była w jakieś dżinsy i podkoszulek. Na twarzy miała dyskretny makijaż i
wydawała się całkiem słodka. Natalia wiedziała, że skądś ją zna. Nie minęła
chwila, a coś z tyłu głowy podpowiedziało jej, że to Krystal. Dziewczyna, która
od jakiegoś czasu interesowała się Lee Taeminem w ten szczególny sposób, nie
zdając sobie sprawy w co się pakuję.
- Co robisz w ten weekend? – zapytała.
Natalia popatrzała na nią przez chwile. W
jednym momencie wszystko dookoła przestało mieć znaczenie. Wiedziała, że znajduję się w sytuacji, której po prostu nie może spartolić.
Była facetem, znaczy była dziewczyną w ciele faceta i jakaś przemiła panienka
proponowała jej randkę. Natalia rozumiała aż za dobrze, jak to działa. Jako
zdrowy osobnik płci przeciwnej powinna się teraz uśmiechnąć do niej, powiedzieć
coś, co przyprawi Krystal o rumieniec i sprawić, żeby nie mogła zapomnieć o Lee Taeminie
do końca tego dnia. Mimo to, naprawdę nie wiedziała, co takiego może
powiedzieć, żeby przyprawić koleżankę o szybsze bicie serca. W końcu sama była
dziewczyną. Mogła wiedzieć, co powinna zrobić, ale na tym przedstawienie się kończyło. Nie
mogła podrywać Krystal. To wydawało się jej… niezdrowe.
- Nie wiem – mruknęła i skupiła swój wzrok
na koszu na śmieci stojącym naprzeciwko. Nie mogła zlekceważyć uczucia, które
podpowiadało jej, że Key właśnie gromi ją wzrokiem i prawdopodobnie ma wielką
ochotę, żeby jej przywalić.
- Taemin chciał powiedzieć, że z przyjemnością
pójdzie z tobą do kina – odezwał się niespodziewanie blondyn i uśmiechnął
promiennie do zakłopotanej Krystal, po czym złapał Natalię za nadgarstek i
żegnając się pośpiesznie z koleżankami ruszył w stronę klas.
- Miałeś zachowywać się normalnie – warknął
nawet się nie zatrzymując.
Natalia ledwo za nim nadążała i mimo, że
chciała wyrwać rękę z tego mało przyjemnego uścisku, postanowiła, że zrobi
lepiej, jak odpuści.
- Robię to – odpowiedziała pewnie. - Po
prostu nie mam ochoty nigdzie z nią iść.
-
Jeszcze wczoraj byłeś innego zdania. To nie ja założyłem się z Jjongiem, który
prędzej ją zaliczy – Key mówił jadowitym głosem.
Natalia zamrugała oczami i zatrzymała się w
końcu wyrywając rękę z silnego uścisku.
- Co powiedziałeś? – zapytała.
Key odwrócił się do niej przodem i zjechał
nieprzyjemnym spojrzeniem od góry do dołu.
- Krystal, to przyjaciółka Sulli, a Sulli
jest dla nas jak siostra, gdybyś zapomniał. Robiąc coś Krystal, równocześnie
zranisz Sulli, ale raczej mało cię to obchodzi, prawda?
Natalii trudno było znaleźć poprawną
odpowiedź. Dziewczyna na pewno nie miała zamiaru nikogo „zaliczać”, ale
widocznie Taemin miał inne plany. Ta rozmowa była zbyt trudna, żeby zakończyć
ją w właściwy sposób.
- Zmieniłem zdanie. Ona mnie nie obchodzi, a
Jjong może robić co chce, to jego sprawa.
Twarz Key złagodniała nagle. Chłopak
popatrzył na nią przez chwilę jakby niedowierzał.
- Ty odpuszczasz? – bardziej stwierdził niż
zapytał.
- Na to wygląda.
Reszta
dnia minęła jej w miarę przyjemnie, chyba. Lekcje wydawały się jej proste i
zrozumiałe. Taemin prawdopodobnie musiał być dobrym uczniem, bo nawet matematyka
przestała jej sprawiać trudności. Naprawdę bała się, że nigdy nie przypomni
sobie kim jest człowiek, w ciele którego się znajdowała, ale niektóre czynności
wykonywała wręcz automatycznie. Cieszył ją to, szczególnie, że własne
umiejętności także zachowała. Zeszyt, który znalazła pusty w jednej z szuflad w
pokoju Taemina wykorzystała do rysowania. Chciała stworzyć pewnego rodzaju
pamiętnik, w którym już wczoraj w nocy zaczęła szkicować. Jej rysunki, jak
zawsze były bardzo dobrze dopracowane. Jeśli Natalia mogła być w życiu chociaż
jednego pewna, to był tym jej talent. Już od najmłodszych lat zdradzała przeogromne
zdolności plastyczne, które zaskakiwały nie jednego dorosłego człowieka. Na
kartce papieru przy pomocy zwykłego ołówka potrafiła utrwalić dowolne zdarzenie
i z wiekiem przychodziło jej to coraz łatwiej. Lubiła te zajęcie i oddawała się
mu całym sercem.
Nigdy nawet nie pomyślałaby, że te małe
hobby może jej w jakikolwiek sposób zaszkodzić. Siedząc na jednej z przerw na
ławce, na wielkim dziedzińcu szkoły, nie przejmowała się tym, że obok niej znajdował się
Key i widział dokładnie to, co robi. Tak bardzo cieszyła się swoim zajęciem, że
całkowicie zapomniała o bardzo ważnej rzeczy. Przecież Taemin nie musiał umieć
rysować. Mógł być skończonym beztalenciem, a jej nieprzeciętne rysunki nie
powinny należeć do człowieka, który od kredek raczej trzymał się z daleka.
Uświadomiła to sobie dopiero, kiedy Key wyrwał jej z rąk zeszyt i zaczął
oglądać to, co stworzyła.
Natalia nie miała nic przeciwko temu. Dość
często zdarzało się, że inni podziwiali jej rysunki, ale tym razem sytuacja
prezentowała się nieco inaczej. Z każdą nową chwilą wyraz twarzy Key wyrażał
coraz to większe zdumienie, a gdy jego wzrok zatrzymał się na rysunku, który
przedstawiał Ambrożego, już całkowicie wydawało się, że chłopak stracił kontakt
z rzeczywistością. Natalia chciała mu zabrać zeszyt, w końcu nie powinien
widzieć jej anioła, nawet jeśli to był tylko jego rysunek. Kiedy już
przymierzała się do odebrania mu swojej własności, Key tak po prostu oddał jej
zeszyt.
- Zabieraj to – usłyszała.
Pośpiesznie więc zabrała zeszyt i schowała
go do swojej torby. Wiedziała, że po raz kolejny zrobiła coś niedopuszczalnego,
i że musi skontaktować się jak najszybciej z Ambrożym. On jedyny mógł jej pomóc
w tej beznadziejnej sytuacji.
Niestety nie było jej to dane, bo już po
chwili zjawił się Jjong, co raczej nie spodobało się Kibumowi.
- Czego chcesz, imbecylu? – zapytał, mierząc
go wrogim spojrzeniem.
Natalia przewróciła oczami. Po wczorajszym, pełnym idiotycznych uwag dniu, miała
już serdecznie dość tej dwójki.
***
Pierw co zrobiłam to spojrzałam na długość i : kurwa.
OdpowiedzUsuńJestem chora, jak ja to przeczytam, ale dobra. Biorę się do roboty.
Czytam, czytam i... kiedy ja skończyłam?
ZAJEBISTE *O*
Cudowne to jest. Ta tematyka tak strasznie mi się podoba!
Hwaiting ~! Czekam na c.d. ^^
Hmm... czuję się tak jakbym czytała fanfica o Shinee (i f(x)) bez Shinee (i F(x))... Ciągle czytając ich imiona mam przed oczami prawdziwego Minho, Key, Onew czy Jjonga, ale Twoi bohaterowie nawet trochę nie są do nich podobni.
OdpowiedzUsuńOgólnie pomysł jest bardzo fajny, wykonanie także super, ale moim zdaniem byłoby dużo lepiej gdyby w opowiadaniu nie było Shinee, tylko jacyś zwykli, fikcyjni bogacze. Nie bardzo rozumiem sens pisania fanfica (bo to fanfic, prawda?) o kimś, kogo w nim nie ma...